Toskanię można zobaczyć na dwa sposoby.
Blog kategorie
Blog chmura tagów
Toskanię można zobaczyć na dwa sposoby.
Niewiele czerwonych odmian potrafi tak łatwo przekonać do siebie osoby stawiające pierwsze kroki w świecie wina, a jednocześnie budzić tak wielkie emocje wśród doświadczonych kolekcjonerów. Merlot może być prosty, soczysty i niemal natychmiast gotowy do picia. Może również tworzyć głębokie, złożone wina, których rozwój w butelce liczy się w dziesięcioleciach
Grillowanie ma swój własny rytm. Najpierw pojawia się zapach rozpalonego węgla, później pierwsze warzywa i pieczywo, a mięso trafia na ruszt zwykle wtedy, gdy rozmowy już dawno się rozpoczęły. Kolejne potrawy pojawiają się na stole stopniowo. Ktoś dokłada sałatkę, ktoś przynosi sos, a ktoś inny przesuwa krzesło, żeby zrobić miejsce dla następnej osoby.
Nie każde wino musi być poważne, długo dojrzewające i przeznaczone do degustowania w skupieniu. Niektóre są po prostu stworzone po to, by wnosić lekkość, aromat i radość. Moscato d’Asti należy właśnie do tej kategorii – choć przez pewien czas świat wina nie zawsze potrafił tę pozorną prostotę właściwie docenić.
Przez wiele lat Barbera miała w Piemoncie jasno określone miejsce. Nie była winem od wielkich okazji ani butelką przeznaczoną do wieloletniego dojrzewania. Była winem stołu – obecnym, potrzebnym i lubianym. Podawano ją do makaronu, duszonego mięsa, kiełbas, pieczeni i dań opartych na pomidorach. Nie wymagała ceremonii. Miała smakować, odświeżać i zachęcać do kolejnego kęsa. I robiła to znakomicie.
Są potrawy, które od razu ustawiają stół w określony sposób. Biała obrusowa elegancja, odpowiednie szkło, dłuższa chwila namysłu nad tym, co z czym połączyć. Pizza działa zupełnie inaczej. Ona nie wchodzi do naszego życia w formie uroczystości. Wchodzi wtedy, kiedy chcemy czegoś ciepłego, pocieszającego, soczystego i prostego w najlepszym możliwym znaczeniu tego słowa.
W tapas jest coś, czego trudno nauczyć się z książki.
Można oczywiście przeczytać, skąd wzięła się nazwa. Można dowiedzieć się, że tapa oznacza po hiszpańsku „pokrywkę” albo „przykrycie”. Można przytoczyć popularną historię o tym, że kiedyś kieliszek wina przykrywano kromką chleba, plasterkiem szynki lub czymś drobnym, co chroniło napój przed kurzem i owadami. Można nawet wejść głębiej w opowieści o Andaluzji, o dawnych gospodach, o zwyczajach łączenia wina z małą przekąską.
Szparagi to jeden z tych produktów, które naprawdę smakują sezonem. Pojawiają się na chwilę, ale wystarczy kilka tygodni, by całkowicie zmienić rytm kuchni. Robi się lżej, świeżej, bardziej wiosennie. Wraz z nimi wraca też pytanie, które co roku budzi sporo emocji: jakie wino do szparagów? I właśnie tutaj zaczyna się najciekawsza część, bo szparagi nie są jednym smakiem. Białe i zielone szparagi to dwa różne światy, a to od razu zmienia reguły gry przy stole.
Stek to jedno z tych dań, które lubią prostotę. Mięso, sól, ogień. Ewentualnie masło, pieprz, zioła. I właśnie dlatego dobór wina potrafi być zdradliwy: skoro stek jest „prosty”, intuicyjnie wybiera się „mocne czerwone” i temat uznaje za zamknięty.
Tyle że stek nie jest jednym daniem.
To raczej format, a różnice między polędwicą a rib eye są większe niż między niejedną parą dań z różnych kuchni.
Świeże spojrzenie na dobór wina do steka zaczyna się od pytania, którego prawie nikt nie zadaje...
Przez lata Beaujolais sprowadzano do roli lekkiego wina otwieranego masowo w trzeci czwartek listopada z okazji święta Beaujolais Nouveau. Tymczasem prawdziwe wina z tego regionu to jedne z najbardziej gastronomicznych i uniwersalnych czerwieni we Francji. Dzięki szczepowi Gamay łączą kolor i charakter wina czerwonego z energią, świeżością i kwasowością kojarzoną z winami białymi, dlatego świetnie sprawdzają się przy stole.
Gamay i granit. Dwie twarze Cru Beaujolais.
W Beaujolais Gamay nie jest dodatkiem do krajobrazu.
Jest jego sednem.
Planowanie ślubu to logistyczna wspinaczka, a wybór wina często okazuje się najtrudniejszym etapem. Spokojnie — z naszym poradnikiem traficie w gusta gości i zamienicie kieliszki w jeden z hitów wesela.
Są miejsca, w których wino smakuje inaczej już od pierwszego łyku. Apulia — kraina oliwek, czerwonej ziemi i białych miasteczek stojących pod oślepiającym słońcem — jest jedną z nich. A jeśli jest odmiana, która potrafi opisać ten krajobraz lepiej niż słowa, to z pewnością jest to Negroamaro.
Są wina, które zyskują sławę dzięki wiekowej tradycji. I są takie, których początek można wskazać niemal co do dnia. Pinotage to jedno z bardziej świadomie zaprojektowanych win świata — odmiana winogron, której historia zaczyna się w 1924 roku… w ogrodzie botanicznym Uniwersytetu w Stellenbosch.
Jak zapakować wino na prezent? Nie jest pytaniem o papier czy wstążkę, ale o komunikat, jaki ten prezent wysyła. Dobrze zapakowane wino mówi: „zależało mi”. Źle zapakowane – „wziąłem, co było po drodze”. I nie ma tu półśrodków.
Kiedy myślimy o Rioja, widzimy rubinowy blask czerwonych win, beczkowe aromaty i taniny, które z wiekiem łagodnieją. Ale jeśli spojrzymy w stronę gór na północy regionu, tam, gdzie ziemia styka się z niebem, a poranne mgły snują się nad doliną Ebro – zobaczymy coś zupełnie innego. Zobaczymy Rioję Sandry Bravo.
Jesienią Piemont pachnie inaczej niż reszta świata. W dolinach snują się mgły, ziemia oddycha po letnim upale, a w Albie – małym miasteczku u stóp wzgórz Langhe – zaczyna się słynny festiwal białych trufli. To czas, kiedy region żyje intensywniej: targi, kolacje degustacyjne, rozmowy o winie, o pogodzie, o plonach.
A w kieliszkach – Barbaresco.
Czy jedno wino może pasować do ryby, mięsa, kuchni austriackiej i… curry z imbirem?
Brzmi jak wyzwanie, ale odpowiedź jest prosta: tak – jeśli tym winem jest dojrzały Grüner Veltliner z Kremstal.
Powietrze pachnie wilgotnym mchem, a w lesie słychać trzask gałązek – zaczyna się sezon na grzyby. To czas, gdy aromatyczne dania proszą się o wino, które dorówna im głębią i charakterem.