Nie każdy festiwal wina zostawia po sobie takie samo wrażenie. Są wydarzenia poprawnie zorganizowane, przyjemne, sympatyczne — i są też takie, które od początku mają własny charakter. Muśnięci Krośnie Odrzańskim należą właśnie do tej drugiej grupy.
Blog kategorie
Blog chmura tagów
Nie każdy festiwal wina zostawia po sobie takie samo wrażenie. Są wydarzenia poprawnie zorganizowane, przyjemne, sympatyczne — i są też takie, które od początku mają własny charakter. Muśnięci Krośnie Odrzańskim należą właśnie do tej drugiej grupy.
Zielona Góra po raz kolejny pokazała, że wino najlepiej smakuje tam, gdzie jest częścią miasta
W tapas jest coś, czego trudno nauczyć się z książki.
Można oczywiście przeczytać, skąd wzięła się nazwa. Można dowiedzieć się, że tapa oznacza po hiszpańsku „pokrywkę” albo „przykrycie”. Można przytoczyć popularną historię o tym, że kiedyś kieliszek wina przykrywano kromką chleba, plasterkiem szynki lub czymś drobnym, co chroniło napój przed kurzem i owadami. Można nawet wejść głębiej w opowieści o Andaluzji, o dawnych gospodach, o zwyczajach łączenia wina z małą przekąską.
Każdy z nas choć raz przeżył ten moment w restauracji, gdy nazwa wina brzmi bardziej jak językowy łamaniec niż coś, co można swobodnie zamówić przy stoliku. Spokojnie - przygotowaliśmy lekki i praktyczny przewodnik, dzięki któremu Chardonnay, Gewürztraminer czy Châteauneuf-du-Pape przestaną brzmieć jak zaklęcia z obcego języka.
Sancerre to jedno z tych miejsc, które świat wina zapamiętał bardzo konkretnie. Białe. Świeże. Mineralne. Sauvignon Blanc.
Ale Sancerre ma też drugie oblicze – spokojniejsze, bardziej intymne i znacznie rzadziej opuszczające Francję. To czerwone wina z Pinot Noir, które powstają na tych samych wzgórzach, ale mówią zupełnie innym językiem.
Szczególnie wtedy, gdy wyrastają z gleb zwanych Silex.
Są wina, które zyskują sławę dzięki wiekowej tradycji. I są takie, których początek można wskazać niemal co do dnia. Pinotage to jedno z bardziej świadomie zaprojektowanych win świata — odmiana winogron, której historia zaczyna się w 1924 roku… w ogrodzie botanicznym Uniwersytetu w Stellenbosch.
Kiedy mówisz „Vermentino”, większość osób widzi lekkie, rześkie białe wino rodem ze słonecznej Sardynii czy Prowansji. Ale Valerie Courreges postanowiła pokazać jego inne oblicze – i to w stylu, który naprawdę potrafi otworzyć oczy.
Wina z Apulii od lat cieszą się ogromną popularnością w Polsce. A wśród nich prawdziwym królem jest Primitivo – odmiana o ciekawej historii i wyjątkowym smaku.
Na najdalszym południu Afryki, tam gdzie dwa oceany mieszają prądy i wiatry, leży Przylądek Igielny (Cape Agulhas). Ten skraj kontynentu jest częścią Cape Floristic Region – najbogatszego pod względem bioróżnorodności królestwa roślin na Ziemi w klimacie nietropikalnym (9 000 gatunków roślin, z czego 2/3 to endemity). Skalę chronionych obszarów mierzy się w setkach tysięcy hektarów. To nie tylko spektakl natury – to żywy bank genów, który od tysięcy lat sprzyjał osadnictwu, myślistwu, zbieractwu i późniejszym uprawom, ostatnio również winorośli.
Nie wszystko trzeba planować z wyprzedzeniem. Czasem najlepsze momenty dzieją się spontanicznie – jak to niedzielne popołudnie w ogrodzie, tuż przy stadninie, z widokiem na lawendowe pole i ścianę pobliskiego lasu. Ogień trzaskał, piekliśmy łososia – tylko sól i pieprz, bez kombinacji. I jak to w naszym gronie – ktoś otworzył wino.
Jest coś romantycznego w przywożeniu butelki wina z podróży. Pamiętasz krajobraz, zapach winnicy, rozmowę z właścicielem, chwilę, w której wybrałeś dokładnie tę etykietę. Wino z podróży to coś więcej niż alkohol – to pamiątka, którą otwieramy dużo później, licząc na to, że przypomni nam smak tamtego dnia.
Ale żeby tak się stało, trzeba zadbać o jedno: transport wina i jego przechowywanie muszą być naprawdę przemyślane.
Są domy szampańskie, które błyszczą rozmiarem, marketingiem i perfekcją. I są takie, które błyszczą… spokojem. Kiedy po raz pierwszy odwiedziłem Champagne Piollot w miasteczku Polisot, miałem wrażenie, że wszedłem do kuchni kogoś, kto naprawdę kocha to, co robi – i nie musi tego nikomu udowadniać.
Są winiarze, których rozpoznajesz po smaku wina, zanim spojrzysz na etykietę. Arnaud Lambert to właśnie taki człowiek. A jego Cabernet Franc z doliny Loary to nie są kolejne czerwone wina z chłodnego klimatu. To są opowieści zapisane w glebie, ciszy i cierpliwości.
Ta historia zaczyna się podobnie, jak wiele innych. Jednak jej dalszy ciąg, cechuje swoista oryginalność.