Sekty to niemieckie wina musujące, przy których warto zatrzymać się na chwilę i poświęcić im trochę uwagi. Pozwoli to nam lepiej zrozumieć różnice, jakie możemy spotkać w kieliszku.
Blog kategorie
Blog chmura tagów
Sekty to niemieckie wina musujące, przy których warto zatrzymać się na chwilę i poświęcić im trochę uwagi. Pozwoli to nam lepiej zrozumieć różnice, jakie możemy spotkać w kieliszku.
Castello Bonomi, położone na południowych krańcach regionu Franciacorta, to urzekająca niejedno oko winnica, która łączy tradycję nowoczesnym podejściem do produkcji win musujących. Jej historia sięga końca XIX wieku, kiedy to Andrea Tonelli zlecił budowę zamku, który dziś stanowi centralny punkt posiadłości.
Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że rozpoznajemy smaki słony, gorzki, słodki i kwaśny. Wielu również potrafi wyczuć smak umami, przypominający grzyby, dojrzały ser czy mięso. W Japonii coraz częściej mówi się o kokumi, szóstym smaku czy bardziej odczuciu, które można utożsamiać ze smacznością. Kokumi działa jak wzmacniacz pozostałych pięciu smaków.
Są takie wina, przy których odmiany winogron, staranność winiarza czy miejsce pochodzenia nie odgrywają pierwszoplanowej roli. Trochę wynika to z okoliczności ich picia, a trochę ze stylistyki smakowej. Czy to oznacza, że niezwracanie uwagi na wszystkie te elementy, stanowiące o wyjątkowości wina, jest czymś niewłaściwym? Nie sądzę.
Na butelkach win Franciacorta trudno znaleźć wskazówkę, w jaki sposób powstały bąbelki. Winiarze w wielu miejscach na świecie, opanowawszy tradycyjną, czyli szampańską metodę produkcji, chętnie o tym mówią. We Franciacorcie już nie muszą. Jedne z najbardziej rygorystycznych zasad produkcji musujących win, przyniosły oczekiwany efekt. Musiaki z okolic miejscowości Brescia, pod względem jakości, pną się w górę w tempie błyskawicznym. Świadczą o tym coraz wyższe noty wystawiane przez winiarskie autorytety.
Są niewielkie. Przechodząc obok trudno je zauważyć. Rosną głównie z tropikach. W Europie upodobały sobie jedynie wybrane siedliska. Robią przy tym zawrotną furorę w gastronomii. I to zarówno w postaci owoców, jak i pąków kwiatowych. Kapary. Bo o nich mowa, można znaleźć na murkach wzmacniających tarasowe pola, porośnięte odmianami Chardonnay, Pinot Noir, Pinot Blanc i od niedawna również Erbamat.
Nie pamiętam już ile razy słyszałam, że ktoś potrzebuje szampana. Czy to na prezent, czy aby uczcić jakąś okazję. Ostatecznie okazuje się, że w zasadzie chodzi o wino, które wygląda jak szampan, ale wcale nie musi pochodzić z Szampanii. Ważne, aby były bąbelki, solidna butelka oraz korek zabezpieczony metalowym koszyczkiem. A jeśli będzie pochodziło z Francji, to tym lepiej. Bo chodzi o efekt, a niekoniecznie o smak.
Z pozoru brak w tym wszystkim logiki. No bo dlaczego, skoro słowo Dry (lub Trocken czy Sec) znaczy „wytrawny”, to w przypadku musujących win informuje nas, że mamy do czynienia z winem raczej półwytrawnym?
Za każdym razem, gdy u nich byliśmy witali nas musującym winem. Był to zawsze orzeźwiający kieliszek, który niczym u wędrowca, spłukiwał nam „kurz w gardle po podróży”. Nawet jakoś szczególnie nie zastanawialiśmy się, co właściwie pijemy. Ważne, że dawało orzeźwienie i mogliśmy z nowymi siłami rozpocząć wizytę oraz rozmowę o winach Hesji Nadreńskiej.
Coś w tym winie jest, że wyraźnie różni się od innych musiaków wytwarzanych w ten sam sposób co Prosecco. Jasne, pochodzi z cieplejszego miejsca, powstaje, nie ze szczepu Glera (jak Prosecco), ale z trzech innych - Pinot Nero, Trebbiano Toscano oraz Chardonnay. I to mogłoby zakończyć wszelkie dywagacje nad różnicami. Jestem przekonany, że mimo wszystko to nie są właściwe odpowiedzi.