Blog kategorie
Blog chmura tagów
Kilkanaście lat temu trudno było sobie wyobrazić ofertę win, w której mogło brakować Brunello di Montalcino. Król włoskich win stanowił wówczas obiekt westchnień każdego winomaniaka. Wyruszyliśmy zatem na poszukiwanie ciekawego producenta.
Coś w tym winie jest, że wyraźnie różni się od innych musiaków wytwarzanych w ten sam sposób co Prosecco. Jasne, pochodzi z cieplejszego miejsca, powstaje, nie ze szczepu Glera (jak Prosecco), ale z trzech innych - Pinot Nero, Trebbiano Toscano oraz Chardonnay. I to mogłoby zakończyć wszelkie dywagacje nad różnicami. Jestem przekonany, że mimo wszystko to nie są właściwe odpowiedzi.
To nie łatwość uprawy, ale cechy smakowe sprawiły, że Montepulciano jest drugą w kolejności, po Sangiovese, najpopularniejszą czerwoną odmianą rosnącą we Włoszech. Dzięki skórce obfitującej w garbniki, pigmenty i polifenole wina z Montepulciano mają intensywną rubinową barwę. Nie są natomiast tak kwasowe, jak chociażby wspomniane Sangiovese. Przy pierwszym spotkaniu trochę mogą przypominać Merlota, ze względu na aromat czerwonych owoców, takich jak wiśnie, truskawki czy czerwone śliwki.
Kiedyś zastanawiałem się nad tym i doszedłem do wniosku, że Abruzja oraz Marchia nie miały dobrego działu marketingu. No bo jak inaczej wytłumaczyć sytuację, gdy większości osób, które odwiedziły Toskanię słysząc słowo Montepulciano pojawia się obraz wina o nazwie Vino Nobile di Montepulciano? Tymczasem w tym, skądinąd bardzo poważnym winie, nie ma ani grama odmiany o nazwie Montepulciano. Vino Nobile robione jest z Sangiovese - króla toskańskich pagórków.
Łatwo powiedzieć: proszę kieliszek Prosecco. Zresztą słychać takie zdania często w wielu restauracjach. Ale czy faktycznie za każdym razem zamawiający otrzymuje dokładnie wino pochodzące z włoskich regionów Veneto lub Friuli Venezia Giulia i zrobione ze szczepu Glera? Tutaj miałbym sporo wątpliwości. Nazwa Prosecco tak dobrze zakorzeniła się w świadomości miłośników bąbelków, że stało się ono synonimem lekkiego, półwytrawnego, musującego wina.
Czasami można usłyszeć, że produkowanie wina to sztuka. Pewnie jest w tym sporo prawdy. Ale są takie winiarnie, gdzie człowiek nie ma żadnych wątpliwości jak istotny dla winiarzy jest artyzm.
Słowo Lugana brzmi trochę jak laguna. I takie skojarzenie dobrze pasuje do stylu białych win powstających na południowych krańcach jeziora Garda.
Tym bardziej, że tamto wybrzeże słynie z lazurowego koloru wody i w sezonie wakacyjnym pełne jest turystów szukających relaksu.
Gdy wszyscy wokół robią podobne rzeczy, często rodzi się chęć wyróżnienia się. Ludźmi kieruje ciekawość i pragnienie sprawdzenia czy potrafią zrobić coś nowego, innego. Taka pewnie była bezpośrednia przyczyna świadomego mieszania różnych szczepów w winach.
Im wyżej wspinamy się w górach, tym chłodniej robi się wokół nas. Nie trzeba chyba nikogo o tym przekonywać. Ba, wiemy nawet o ile spada temperatura. Z każdymi 100 metrami o jeden stopień Celsjusza mniej. Niby słońce świeci tak samo, ale jednak jest chłodniej.
Prawdopodobnie, gdyby nie Kosma III Medyceusz, dzisiejsza dostawa win z Toskanii nie wywołałaby u nas tyle emocji.
To za sprawą edyktu wydanego w 1716 roku powstał, bodaj pierwszy w Europie i na świecie, obszar kontrolowanego pochodzenia wina. Wielki Książe Toskanii ustanowił zasady funkcjonowania dla czterech regionów winiarskich. Wśród nich było Chianti. Dalsze, burzliwe dzieje tej apelacji doprowadziły do wykształcenia się strefy Chianti Classico.
Za co właściwie tylu ludzi kocha szczep Syrah? I nie ma co się tutaj zastanawiać czy Syrah to jest to samo co Shiraz. Oczywiście, że jest to ten sam gatunek winogron. Przy czym nazwa Shiraz używana jest głównie w Australii.
No niby wino jest białe, ale w gruncie rzeczy nie wygląda jak większość białych win. Jedna z zasad dotyczących kolorów wina mówi, że im białe wino starsze, tym barwa staje się ciemniejsza. OK, to prawda. A gdy wino jest młode, a już ma intensywny kolor?
Do Bari przyjechaliśmy późnym popołudniem. Panujący upał wzmagało dające się wszędzie odczuć podniecenie związane z finałowym meczem o mistrzostwo Europy. Włosi brawurowo przeszli fazę grupową i późniejsze rozgrywki, trochę jak zwykle czarowali na boisku próbując wymusić na sędziach korzystny dla siebie werdykt, więc nasze serce było bardziej po stronie Anglików. Jednak wieczorny spacer ulicami największego miasta Apulii, pełnymi podekscytowanych kibiców, nie bardzo pozwalał na to, aby siłą rzeczy nie oddać drugiej połowy serca Włochom.
Tego dnia było naprawdę gorąco. Termometr w samochodzie pokazywał na zewnątrz 41,5 stopnia Celsjusza. Jechaliśmy od strony Florencji w kierunku na zachód. Droga nie była zbyt długa. Zaledwie ok. 30 kilometrów. Byliśmy umówieni z Sereną w samo południe. Zastanawiałem się, co nas tym razem spotka w Capezzanie.
Odpowiedzialność to słowo, które w ostatnich latach zyskuje popularność także wśród najlepszych szefów kuchni. Słyszymy o niej ze wszystkich stron i w różnych kontekstach, także w kontekście tego, co jemy, bo przecież w jedzeniu nie tylko chodzi o samo dostarczanie energii niezbędnej do życia.