Blog kategorie
Blog chmura tagów
Na początku XX wieku trójka przyjaciół, absolwentów inżynierii rolno-spożywczej, założyła firmę wspierającą rolników i winogrodników w regionie Ribera del Duero. Nie pochodzili z rodzin winiarskich, ale chcieli zrewitalizować stare winnice i uprawiać winorośl w sposób przyjazny dla gleby. Po kilku latach Marta, Manuel i Nacho postanowili wykorzystać swoją wiedzę we własnej winnicy. Początkowo sprzedawali winogrona lokalnym producentom, ale w 2008 roku spotkali enologa Cesara Mate, który pomógł im stworzyć pierwsze wino. Po pozytywnych opiniach zdecydowali się na kolejny krok – założenie Bodegas Marta Mate, zakup kolejnych parceli i budowę przetwórni.
Gdyby w teleturnieju Milionerzy padło pytanie o największy region winiarski w Europie, spodziewam się, że niewielu postawiłoby na La Manchę. Tymczasem to zdecydowanie najbardziej rozległy obszar uprawy winorośli na starym kontynencie. Do niedawna był on nawet większy niż wszystkie winnice Australii.
Region Rioja to serce hiszpańskiego winiarstwa, znany na całym świecie ze swoich wykwintnych czerwonych win. Przez wiele dekad Rioja kojarzyła się głównie z tradycyjnym stylem winifikacji, który polegał na długim starzeniu win w dębowych beczkach, co nadawało im charakterystyczny smak i aromat.
W wiosce Villabuena de Alava mieszka obecnie zaledwie 320 mieszkańców. Niewiele, jeśli uwzględnić, że osada istnieje od XII wieku. Ale zupełnie inna liczba robi wrażenie. Otóż w Villabuena działa ok 50 bodeg, produkujących wino.
“Szkoda, że nie mogę wyprodukować tego wina więcej”. Takie zdanie usłyszeliśmy kiedyś z ust Sandry Bravo, młodej winemakerki i właścicielki bodegi Sierra de Tolono w regionie Rioja.
Zanim założyła własną winnicę pracowała przy produkcji wina w Prioracie. Zdobywała doświadczenie również w Bordeaux, Toskanii, Kaliforni i Nowej Zelandii. Zawsze jednak wiedziała, że powróci do rodzinnej Riojy i wystartuje ze swoim własnym projektem winiarskim.
Mawia się, że nie szata zdobi człowieka. W przypadku win nabiera ona jednak szczególnego znaczenia. Wygląd butelki jest bardzo często tym co zwiększa nasze zainteresowanie konkretnym winem. Owszem, po dokładnym przeczytaniu etykiety, doświadczony winopijca już wie mniej więcej czego może spodziewać się po nalaniu wina do kieliszka, ale to najpierw szata graficzna etykiety przyciąga wzrok i zachęca do bliższego poznania.
Nie lubię spóźniać się, ale wówczas nie udało nam się dotrzeć na czas. To było kilkanaście lat temu. Byliśmy umówieni na spotkanie w Pago de La Jaraba. Jak to często bywa z winnicami położonymi daleko od miejscowości, niezbędne są wskazówki dojazdu. Tym razem brzmiały one tak: “jadąc drogą N-310 z Albacete do Villarrobledo, na 142,7 kilometrze zobaczycie las, skręćcie za nim w prawo.” Licznik w samochodzie pokazał rzeczoną odległość na drodze, ale żadnego lasu czy drogowskazu nie było. W oddali majaczyły wprawdzie jakieś zarośla, ale uznaliśmy, że to nie może być przecież las, więc pojechaliśmy dalej i zamiast do winnicy dojechaliśmy do …. miasta Villarrobledo. Musieliśmy zawrócić.
Nareszcie przyjechały do nas nowe wina z Hiszpanii!
Tak, trochę czekaliśmy, ale było warto.
Uwielbiamy, gdy wino pochodzi z jakiegoś miejsca, którego stylistykę winiarską zna cały świat, a ono zaskakuje swoją innością.
Tym razem transport wyruszył z regionu Toro, słynącego z garbnikowych, dobrze zbudowanych win.
A tymczasem w kieliszku?
Rioja tu, Rioja tam. Łatwo powiedzieć “lubię wina z regionu Rioja”. Regionu, nie gatunku winogron!
Rioja to całkiem spory obszar w północnej Hiszpanii. Gdzie nie spojrzeć, wszędzie pięknie położone winnice.
Wielkość regionu, wysokość winnic nad poziomem morza oraz bliskość Gór Kantabryjskich sprawiają, że występują jednak spore różnice w stylistyce tamtejszych win.