W polskim winiarstwie coraz częściej widać projekty, które powstają z pasji. Ale są też takie, które powstają z pasji… i z chłodnej analizy. Marcinowice należą do tej drugiej kategorii.
Agnieszka i Grzegorz Runowscy zaczęli od pytania, które w Polsce jest kluczowe: gdzie naprawdę ma sens sadzić winorośl, jeśli celem jest jakość, a nie jednorazowy sukces rocznika?
Nie szukali pierwszego lepszego południowego stoku. Przeglądali stare mapy, analizowali ukształtowanie terenu i szukali śladów dawnych siedlisk, które mogły mieć winiarską historię. Ich proces był bardziej zbliżony do pracy archeologa niż do typowego „pomysłu na winnicę”.
I w końcu znaleźli winnicę, która wygląda jak stworzona do polskiego klimatu, a co najważniejsze była jeszcze obsadzona winoroślą do 1945 roku.
Siedlisko Marcinowic to stok o nachyleniu około 45 stopni, spoglądający w zakole Odry. Takie położenie daje kilka przewag naraz. Po pierwsze — przewiewność. Dobra cyrkulacja powietrza ogranicza presję chorób grzybowych, które w wilgotnym klimacie potrafią być największym wrogiem jakości. Po drugie — bezpieczeństwo przed przymrozkami. Zimne powietrze spływa w dół, a stok i układ doliny pomagają unikać jego zalegania przy krzewach. To nie jest gwarancja łatwego rocznika, ale w Polsce nic takiej gwarancji nie daje. To raczej mądre zwiększenie szans.
Kiedy miejsce było już wybrane, Runowscy postawili na kolejny ruch, który mówi wiele o ambicji projektu: winnica jest obsadzona wyłącznie odmianami Vitis vinifera (Riesling, Pinot Noir, Pinot Blanc, Gewurztraminer). To wybór trudniejszy, bardziej wymagający, ale pozwalający budować wina o czystej, klasycznej tożsamości. Wina, które nie są „polską ciekawostką”, tylko normalnie mogą stanąć w degustacji obok europejskich odpowiedników.
Styl pracy w Marcinowicach jest spójny z tym podejściem. Niskointerwencyjnie w winnicy i w piwnicy, bez nadmiaru zabiegów, które miałyby „naprawiać” rocznik. Kluczowe jest doprowadzenie zdrowego, dojrzałego owocu, a później poprowadzenie wina tak, by zachować jego czystość. W ich winach czuć umiejętność pracy z czasem: osad nie jest tu przypadkiem, tylko narzędziem budowania tekstury i głębi. Beczka nie ma dominować, tylko wspierać strukturę. Efekt to wina czyste, precyzyjne, a co szczególnie ważne – powtarzalne.
Powtarzalność w Polsce jest wyznacznikiem dojrzałości winnicy. Łatwo zrobić ciekawe wino w wyjątkowym roku. Trudniej utrzymać styl, gdy pogoda dyktuje różne scenariusze. Marcinowice pokazują, że konsekwencja może być tu regułą, nie wyjątkiem.
A na koniec – detal, który wcale nie jest tylko dodatkiem. Etykiety. Projektowane przez Agnieszkę mają estetykę dopracowaną, rozpoznawalną i piękną. To ważne, bo wino zaczyna się od smaku, ale przyciąga nas także opowieścią – i wizualnym językiem, którym winnica mówi do odbiorcy.
Marcinowice to przykład, że w polskim winiarstwie nie chodzi już tylko o to, czy „da się zrobić dobre wino”. Chodzi o to, kto potrafi je robić świadomie: od mapy i siedliska, po osad, beczkę i ostatni detal na etykiecie.
Leszek, Eliza & zespół Buy Wine


30 dni na zwrot
660 752 448








