do kasy suma: 0,00 zł
Blog kategorie
Blog chmura tagów
Nowości
Pazo de Casanova, Finca Vinoa Blanco, Treixadura, Ribeiro, Hiszpania
Pazo de Casanova, Finca Vinoa Blanco, Treixadura, Ribeiro, Hiszpania

69,52 zł

Cena regularna: 79,00 zł

Najniższa cena: 79,00 zł
szt.
Ghost in a bottle, Teliz Rose 0,75
Ghost in a bottle, Teliz Rose 0,75

89,00 zł

szt.
Ghost in a bottle, Teliz Blanc 0,75
Ghost in a bottle, Teliz Blanc 0,75

89,00 zł

szt.
Ghost in a bottle, Feliz Rose 0,375l
Ghost in a bottle, Feliz Rose 0,375l

39,00 zł

szt.
Ghost in a bottle, Feliz Rose 0,75l
Ghost in a bottle, Feliz Rose 0,75l

59,00 zł

szt.
Ghost in a bottle, Feliz Blanc 0,375l
Ghost in a bottle, Feliz Blanc 0,375l

39,00 zł

szt.
Ghost in a bottle, Feliz Blanc 0,75l
Ghost in a bottle, Feliz Blanc 0,75l

59,00 zł

szt.
Lindsay Wine Estate, Trucking Shiraz
Lindsay Wine Estate, Trucking Shiraz

56,00 zł

szt.
Wymagało to niemałego wysiłku… 0
Wymagało to niemałego wysiłku…

Wymagało to niemałego wysiłku…

Przez cały tydzień degustowaliśmy greckie wina. Raz były lepsze, innym razem gorsze. Co ciekawe całkiem nieźle wypadały niedrogie domowe wina, podawane do posiłku w … metalowych dzbankach. Ciągle jednak nie opuszczało mnie wrażenie, że w okolicznościach greckiej restauracji wino zyskuje na jakości podwójnie i gdy wrócę do Polski ten urok zniknie. Szukałem przyczyny, dlaczego jedna z najstarszych kultur winiarskich nie bryluje na salonach ze swoimi butelkami?

Nadarzyła się jednak okazja, aby spróbować zrozumieć ten paradoks w trochę inny sposób. Na drugi tydzień pobytu w Grecji zaplanowaliśmy wyprawę na półwysep Atos. Jest to w zasadzie fragment, znajdującego się w północnej części morza Egejskiego, dużego półwyspu Chalcydyckiego, przypominającego trójpalczastą dłoń. Z tym, ze dwa pierwsze „palce” są obszarami zdecydowane turystycznymi, natomiast ostatni stanowi terytorium autonomiczne, zamieszkiwane przez prawosławnych mnichów.  Jest to jednak swoiste miejsce, gdyż od niemal 1000 lat obowiązuje tutaj prawo pod nazwą Avaton. Mówi ono, że na teren republiki mnichów wstęp mają tylko mężczyźni!

 

W drodze na Atos

Kilka minut po ósmej rano w miejscowości Uranupoli stanęliśmy przed drzwiami biura zajmującego się wydawaniem Diamonitirionu – wizy wjazdowej, upoważniającej do 3 dniowego pobytu. Formalności trwały tylko chwilę i już mogliśmy kupić bilety na prom, który miał zawieźć nas do Dafni – oficjalnego portu republiki. Co ciekawe każdego dnia tylko 10 osób wyznania nieprawosławnego może uzyskać Diamonitirion. Przed wypłynięciem szybkie śniadanie – spanakopita (ciasto francuskie ze szpinakiem) i cappuccino. Przez najbliższe trzy dni nasza dieta pozbawiona będzie nie tylko mięsa, ale również mleka. Prawo Avatonu zabrania bowiem na półwyspie hodowli zwierząt płci żeńskiej, nie ma więc i mleka. Co ciekawe zarówno dzikie ptactwo, jak i koty wyłączone są z tego zakazu.

Musieliśmy korzystać z promu, gdyż nie istnieje żadna lądowa droga łącząca Grecję z autonomiczną republiką. Naszym celem tego dnia był skit św. Anny (to taki mniejszy rodzaj wspólnoty klasztornej), musieliśmy więc przesiąść się na kolejny prom, który wysadził nas na maleńkiej przystani. Przed nami wspinaczka po schodach na wysokość 250 m. Trafiamy do Archontariki – strefy przeznaczonej do przyjmowania pielgrzymów odwiedzających klasztory i skity.  

Tutaj czas płynie wolniej. Rozmawiamy szeptem, czekamy. Po jakimś czasie przychodzi mnich i przynosi dla każdego z nas kieliszek Tsipouro – mocnego destylatu z wytłoków z winogron. Z jego pomocą mamy spłukać kurz osiadający w gardle każdego pielgrzyma. Lukumi – rodzaj galaretki oprószonej wiórkami kokosowymi, ma natomiast nas wzmocnić po podróży. No i oczywiści zimna woda w metalowym kubku.

Przychodząc do klasztoru czy skitu należy uszanować panujące tutaj zwyczaje i uczestniczyć w nabożeństwach. Tego dnia wieczorne nabożeństwo dla pielgrzymów przyjęło jednak formę symboliczną i miało raczej charakter prezentacji bogato zdobionej, głównej świątyni w skicie św. Anny. Zaraz po wyjściu z cerkwi udaliśmy się na posiłek. Reguła zakonna dopuszcza chleb, kasze, makarony, warzywa, owoce i czasami ... przy okazji świąt ryby. W refektarzu na długich stołach przygotowano tego dnia makaron z oliwą, zielone oliwki, chleb, faszerowane ryżem liście winogron, jaja (widzieliśmy je na promie) oraz śliwki. Posiłki spożywa się w ciszy, więc po kilku minutach wszyscy kończą kolację i udają się na spoczynek. W skitach panują trochę mniej rygorystyczne reguły niż w klasztorach, dlatego przed snem każdy może napić się jeszcze kawy i zjeść kawałek lukumi. O 20:00 jesteśmy już w łóżkach (prysznic tylko w zimnej wodzie!).

     

   

Przy dźwiękach dzwonów

Następnego dnia o 5:30 budzą nas dźwięki dzwonów – czas na poranną mszę. Idziemy za innymi pielgrzymami. Liturgia prawosławna, odprawiana po grecku stanowi oczywiście pewien kłopot, jeżeli chodzi o zrozumienie treści, ale budzący się do życia dzień sprawia, że chwila ta wydaje się mieć magiczny charakter. Melodyjne śpiewy mnichów stanowią idealną oprawę dla wschodzącego z za gór Słońca. Przed opuszczeniem skitu jeszcze kubek słodkiej kawy, suchary z dżemem i kruche ciasteczka.Naszym celem jest dzisiaj szczyt świętej Góry Atos. Wysokość 2033 metrów początkowo nie wydaje się zbyty wielkim wyzwanie, ale ścieżka nie prowadzi łagodnymi zakosami, tylko kieruje się stromo jak najkrótszą drogą. Nachylenie zwykle jest ok. 45 stopni. Wspinaczka nie należy do najłatwiejszych. Około 10:00 zaczyna się już robić coraz bardziej gorąco, przerwy na odpoczynek stają się coraz częstsze. Po drodze mijamy małe kapliczki, zadaszenia, gdzie można przenocować, liczne krzyże ustawione przez pielgrzymów. Do wysokości 1500 metrów spotykamy tylko jedną małą grupkę wędrowców schodzącą już w dół. Na 500 metrów przed szczytem trafiamy do małej świątyni z salą noclegową. Tutaj niektórzy pielgrzymi spędzają noc przed wejściem na wierzchołek Góry. Warunki raczej bardziej niż spartańskie, jest za to zimna woda do picia!

   

Z widokiem na Morze Egejskie

W trakcie ostatniego odcinka pogoda zmienia się kilka razy. Przez chwilę idziemy w chmurach, aby po chwili wiedzieć piękną panoramę Morza Egejskiego. Wreszcie jesteśmy na szycie. Widok oszałamiający, zapominamy błyskawicznie o zmęczeniu. Możemy obserwować cały półwysep Atos.  Szczyt zdobyty!

Spotkaliśmy tutaj grupę pielgrzymów z Rosji. Mają wśród siebie mnicha, który odprawił im krótkie nabożeństwo.

Żal opuszczać to miejsce, ale jest już ok. 14:00 więc jeśli nie chcemy nocować w lesie, to najwyższa pora na nas. Zejście okazuje się niemałym wyzwaniem dla naszych kolan i ramion dźwigających ciężkie plecaki, tym bardziej, że temperatura osiągnęła już ponad 30 stopni C.

Mieliśmy plan zakończyć dzień w klasztorze Św. Pawła więc narzuciliśmy sobie sprinterskie tempo. Niestety bramę klasztorną zamykają ok. 19:00, więc musieliśmy ponownie prosić mnichów w skicie św. Anny o gościnę. Do św. Pawła poszliśmy następnego dnia. Stamtąd popłynęliśmy promem ponownie do Dafni. Tutaj w jedynej restauracji (chociaż to raczej zbyt wyszukane określenie tego lokalu) postanowiliśmy uczcić nasze zdobycie szczytu szklanką (czy ktoś widział tu kieliszki?) czerwonego wina. Trafiliśmy wyjątkowo pechowo. Z plastikowego baniaczka nalano nam rzeczonego wina i … było to najgorsze wino, jakie zdarzyło mi się pić w ostatnich 20 latach.

Tego dnia odwiedziliśmy jeszcze 3 inne klasztory (Dochiariu, Ksenofonta, św. Pantelejmona). Tym razem przewyższeń terenu było znacznie mniej, szliśmy wśród gajów oliwnych. Nocowaliśmy w klasztorze św. Pantelejmona. Reguła klasztorna podobna jak w pozostałych obiektach, jednak co ciekawe prysznice miały ciepłą wodę! Następnego dnia musieliśmy już opuścić republikę mnichów.

       

Wypatrując butelek z Hellady

Siedząc na powrotnym promie zastanawiałem się nad winem Grecji. Zdobycie św. Góry Atos wymagało od nas wiele wysiłku. Dlatego patrząc na życie Greków wśród skał, gór, silnych wiatrów omiatających morze i wysokich temperatur doszedłem do wniosku, że trudno im w takich warunkach myśleć o winach finezyjnych, precyzyjnie zrobionych jak np. Pinoty z Burgundii, Rieslingi z nad Mozeli, Barolo z Piemontu czy Brunello z Toskanii. Po całym dniu obcowania z wysuszoną ziemią i zmagając się z koniecznością pracy w niesamowitych upałach, najważniejsze jest to, aby móc napić się wina i coś zjeść, a jakie jest to wino, to już sprawa mniej istotna.

Od tamtej wyprawy podchodzę z jeszcze większą sympatią i tolerancją do butelek z Hellady.  

       

Quinta de Couselo, Turonia, Albariño, Caiño Blanco, Loureiro, Rias Baixas, Hiszpania

Quinta de Couselo, Turonia, Albariño, Caiño Blanco, Loureiro, Rias Baixas, Hiszpania

79,00 zł

Alvar de Dios Hernandez, Tio Uco, Tempranillo, Grenache, Toro, Hiszpania

Alvar de Dios Hernandez, Tio Uco, Tempranillo, Grenache, Toro, Hiszpania

59,00 zł

De Angelis, Pecorino Offida, Marchia, Włochy

De Angelis, Pecorino Offida, Marchia, Włochy

52,00 zł

Cantina Sampietrana, Renato Primitivo, Primitivo, Apulia, Włochy

Cantina Sampietrana, Renato Primitivo, Primitivo, Apulia, Włochy

69,00 zł

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl