Blog kategorie
Blog chmura tagów
Planowanie ślubu to logistyczna wspinaczka, a wybór wina często okazuje się najtrudniejszym etapem. Spokojnie — z naszym poradnikiem traficie w gusta gości i zamienicie kieliszki w jeden z hitów wesela.
Jak zapakować wino na prezent? Nie jest pytaniem o papier czy wstążkę, ale o komunikat, jaki ten prezent wysyła. Dobrze zapakowane wino mówi: „zależało mi”. Źle zapakowane – „wziąłem, co było po drodze”. I nie ma tu półśrodków.
Wybór wina na prezent potrafi być zaskakująco trudny – zwłaszcza gdy półka pełna butelek nagle odbiera pewność siebie. Ten przewodnik pokaże Ci, jak dobrać wino bez stresu, niezależnie od budżetu i gustu osoby, którą chcesz obdarować.
Gdy słyszymy „wino pomarańczowe”, często pierwszą reakcją jest: „Pomarańczowe? Czy to coś w stylu Aperola?”. Nic bardziej mylnego! Wino pomarańczowe nie jest ani mieszanką białego wina z likierem, ani nowinką marketingową. To biały trunek, który dzięki specjalnemu procesowi produkcji zyskuje złoto-pomarańczową barwę, bogactwo aromatów i pełny smak, który zachwyca sommelierów i amatorów win bursztynowych na całym świecie.
Wino od wieków kojarzy się z butelką – ciężką, elegancką, często z korkiem, który sam w sobie stał się symbolem celebracji i wyjątkowych chwil. Jednak współczesny rynek i rosnąca świadomość ekologiczna sprawiają, że opakowanie na wino to temat szerszy, niż mogłoby się wydawać. Obok klasycznych szklanych butelek pojawia się wino w kartonie, coraz popularniejsze rozwiązania typu bag-in-box, a nawet eksperymenty w stylu wino w puszce i wino w papierowym kartonie. Każda z tych form ma swoje zalety i wady, a także inny wpływ na środowisko. Spróbujmy więc spojrzeć na to z perspektywy praktycznej, ekologicznej i – nie oszukujmy się – również marketingowej.
Podarowanie wina na prezent to gest, który mówi więcej niż tysiąc słów. To zaproszenie do wspólnej celebracji, przejaw klasy i wyraz szacunku dla obdarowanego. Jednak wbrew pozorom wybór idealnego trunku nie jest tak prosty, jak mogłoby się wydawać. Inne wino sprawdzi się jako upominek dla konesera, inne – jako elegancki akcent na ślub, a jeszcze inne – jako bezpretensjonalny prezent na parapetówkę. Dziś opowiem, jak patrzeć na wina oczami smakosza i dobrać butelkę, która wywoła uśmiech już przy wręczaniu, a zachwyt – po pierwszym łyku.
Letni wieczór. Światło zachodu igra na obrzeżach ogrodu, a kieliszek – wypełniony zapachem owoców – wyciąga się w Twoją stronę. To wtedy przychodzi idealny czas na dekantację wina. Słyszysz tę ciszę przed otwarciem? To moment, w którym wino i dekanter budują między sobą relację.
Jeżeli jeśli jesteś u progu tej przygody, daj się poprowadzić. Dekantacja wina to rytuał, który łączy pokolenia pasjonatów, smakoszy i sommelierów.
Zdarzyło Ci się kiedyś nalać sobie kieliszek czerwonego wina prosto z kuchennej półki, z której sączyło się upałem? A może wręcz przeciwnie – schłodziłeś białe wino do temperatury lodowej, żeby „lepiej smakowało”? W obu przypadkach – prawdopodobnie nie smakowało tak, jak mogłoby. A wszystko przez... temperaturę. Bo idealna temperatura podawania wina to nie tylko detal – to jeden z kluczowych elementów decydujących o tym, jak odbierzesz jego smak i aromat.
Jako miłośnik wina, który widział zarówno butelki Cabernet Sauvignon podane w temperaturze herbaty, jak i Sauvignon Blanc schłodzone tak bardzo, że nie czuć było w nim nic oprócz kwasu, mogę powiedzieć jedno: dobrze podane wino nie potrzebuje żadnych sztuczek. Wystarczy dobra temperatura serwowania wina dopasowana do jego stylu i charakteru.
Nie wiem, jak u Was, ale dla mnie lato zaczyna się wtedy, gdy pierwszy raz wyciągam z piwnicy butelkę dobrze schłodzonego Sauvignon Blanc, rozpalam grilla i pozwalam muzyce z sąsiedniego ogródka mieszać się z dymem z przypalanych papryk. Lato to pora bez pretensji, bez konieczności dekantowania, przelewania, sprawdzania temperatury do dziesiątej części stopnia. Wystarczy kieliszek, kilka kostek lodu w wiadrze i przyjaciele przy stole.
Jesteś w dobrej restauracji, karta win gruba jak książka kucharska, a kelner – z lekkim uśmiechem – pyta: „Czy mam coś doradzić?”. Ty zaś – zamiast odpowiedzieć – zerkasz na etykietę wina, które zamierzasz wybrać samodzielnie. I tu zaczyna się problem…
Zbliżające się święta Bożego Narodzenia to okres pełen rodziny, przyjaciół i wyjątkowych chwil. Chcąc uczynić te momenty jeszcze bardziej przyjemnymi, przygotowaliśmy dla Was specjalnie dobrany zestaw 6 win. Starannie go skomponowaliśmy, z myślą o różnorodności gustów i preferencji, aby stanowił dopełnienie świątecznego stołu.
Niedawno dotarł do nas nowy rocznik wina Muscadet do Apolline i Juliena Braud. Z pewnym zaskoczeniem zauważyliśmy, że nie tylko rocznik zmienił się, ale również etykieta. Po otwarciu butelki i chwili refleksji wszystko jednak pasuje do siebie.
Czy to już czas na melony? No niezupełnie. Jeszcze kilka tygodni i na pierwsze owoce będzie można natrafić w ogrodach. Oczywiście w sklepach znajdziemy je niemal przez cały rok, ale przecież „sezonowość” to dla nas słowo klucz zdrowej diety. Zatem o co chodzi z tymi melonami?
Przy jednej z dwóch głównych dróg przecinających wioskę Bechtolsheim, swoją winiarnię ma rodzina Bretzów. Słowo rodzina w tym przypadku nabiera szczególnego znaczenia, gdyż nieprzerwanie od 1721 roku kolejne pokolenia Bretzów zajmowały się uprawą winorośli i tłoczeniem wina.
W Hesji Nadreńskiej różnorodność wykorzystywanych odmian potrafi zmylić nawet wytrawnego miłośnika wina. Wprawdzie w ostatnim czasie Riesling zaczyna wysuwać się na pierwsze miejsce, ale historycznie najwięcej winnic porastały krzewy białego Müllera-Thurgaua i czerwonego Dornfeldera.
Hermann Müller urodził się w 1850 roku w szwajcarskim kantonie Thurgau. I być może nie byłoby to zdarzenie zasługujące na szczególne zainteresowanie, gdyby nie ścieżki kariery zawodowej, które doprowadziły go do stanowiska, pierwszego w historii, dyrektora winiarskiego instytutu w Geisenheim. Obecnie jest to najważniejszy uniwersytet w Niemczech, kształcący winogrodników i enologów. Doktor Müller, a później już profesor Politechniki w Zurichu, zajmował się botaniką oraz fizjologią roślin. Swoje życie poświęcił badaniu winorośli i przyczynił się do lepszego poznania ich natury
Nazwa Vermentino może kojarzyć się z procesem fermentacji. I w pewnym sensie jest w tym trochę prawdy, bo winogrona są przecież poddawane fermentacji, aby uzyskać z nich wino. A vermentino to odmiana winorośli szlachetnej (vitis vinifera), czyli częściej przechodzi proces zamiany cukru przy udziale drożdży w alkohol, niż jest zjadana jako owoc.