Jadąc do Carlo Boscainiego od strony miejscowości Sant'Ambrogio di Valpolicella, na Via Sengia należy skręcić przed kapliczką Matki Boskiej w lewo. Teraz kapliczka zgrabnie wkomponowana jest w kamienny mur z piaskowca.
Blog kategorie
Blog chmura tagów
Jadąc do Carlo Boscainiego od strony miejscowości Sant'Ambrogio di Valpolicella, na Via Sengia należy skręcić przed kapliczką Matki Boskiej w lewo. Teraz kapliczka zgrabnie wkomponowana jest w kamienny mur z piaskowca.
Gdy kilka tygodni po zakończeniu winobrania zdarza się turystom odwiedzać winnice położone na wschód od Werony, pewną konsternację wywołuje u nich widok skrzynek pełnych wysuszonych winogron. Przyznam, że gdy wiele lat temu zobaczyliśmy je po raz pierwszy, z początku też budziły szereg pytań. No, bo jak to? Czyżby w winnicy nie poddali wszystkich zebranych owoców winifikacji? Zabrakło kadzi fermentacyjnych? A może to były jakieś kiepskie winogrona?
To było chyba kilka lat temu i później już tego rodzaju sytuacja nie powtórzyła się. Przyszła do mnie klientka i zapytała o wina z Austrii. Nim zdążyłem dopytać, jaki rodzaj stylistyki ma na myśli, powiedziała, że owszem bardzo lubi dojrzałe Grünery Veltlinery, ale tym razem ma ochotę na solidnego Rieslinga.
Rodzicie mówili im, że tak trzeba. No bo przecież, co mieli powiedzieć. Niemal od zawsze postępowali w ten właśnie sposób. Młodzi chcieli jednak inaczej.
Gdyby wyruszyć z Turynu w kierunku południowo-wschodnim, po godzinie jazdy samochodem dotarlibyśmy do miejscowości Alba. To tutaj jesienią, każdego roku odbywa się słynny festiwal trufli.
Właśnie za nami niezapomniana podróż winiarska przez malownicze północne krańce Toskanii! Wczoraj wieczorem, podczas degustacji online, mieliśmy okazję odkrywać skarby regionu Carmignano. To ekscytujące wydarzenie dla każdego miłośnika wina, jeszcze długo będzie rezonować w naszej pamięci.
W wiosce Villabuena de Alava mieszka obecnie zaledwie 320 mieszkańców. Niewiele, jeśli uwzględnić, że osada istnieje od XII wieku. Ale zupełnie inna liczba robi wrażenie. Otóż w Villabuena działa ok 50 bodeg, produkujących wino.
“Szkoda, że nie mogę wyprodukować tego wina więcej”. Takie zdanie usłyszeliśmy kiedyś z ust Sandry Bravo, młodej winemakerki i właścicielki bodegi Sierra de Tolono w regionie Rioja.
Przyszło nam niestety niemal przez rok nie otwierać butelek Sancerre Chavignol z Domaine Delaporte. I to nie dlatego, że straciliśmy zamiłowanie do europejskiego stylu Sauvignon Blanc. Wręcz przeciwnie, chęć ugaszenia pragnienia loarskim wyznacznikiem odmiany, wzmagała w nas wraz z kolejnymi miesiącami.
Jeśli zapytać by Prowansalczyka co sądzi o lokalnych winach powstających z odmiany Vermentino, prawdopodobnie chwilę zajęłoby mu zanim udzieliłby odpowiedzi. Nie tylko dlatego, że pijają tam głównie różowe i czerwone wina, ale z powodu samej nazwy.
Jeszcze nie zdążyliśmy nacieszyć się Malbecami od Valerie Courreges, a przed nami nowa niespodzianka. Niezwykła winemakerka działa nie tylko w regionie Cahors. Razem ze swoim mężem Matthieu Cosse, byłym zawodowym graczem Rugby, prowadzą również winnicę w Prowansji.
Rodzina Boo-Rivero zajmowała się przez kilkadziesiąt lat zakładaniem winnic. Aby uświadomić sobie, jak odpowiedzialne to jest zadanie, warto zauważyć, że dopiero po kilku, czasami kilkunastu latach może stwierdzić, czy plantacja rodzi wystarczająco dobrej jakości winogrona. Jeśli nie, krzewy trzeba czasami posadzić od nowa.
Często podczas degustacji mówię, że wystarczy znać kilka białych odmian winogron i ciut więcej czerwonych, aby potrafić w miarę swobodnie poruszać się w świecie wina. I to jest oczywiście prawda. Przychodzi jednak czasami moment, gdy taki zasób wydaje się już nie wystarczać.
Jest raczej niewielkie, mało tam również imponujących zabytków. Gdyby zapytać o powody, dla których turyści odwiedzają miasto Jumilla, odpowiedzi pewnie byłyby dwie. Pierwszą jest wino, drugą zamek.
Chiński yuan nie stoi ostatnio najlepiej. Jednak nie w kursie rzecz, ale w ilości yuanów. Owszem może i obecnie ta ilość nie jest już tak powalająca, jednak jeszcze kilka, kilkanaście lat temu płynęła niczym woda w wodospadzie Niagara. Chyba niewielu spodziewało się, że takie zjawisko będzie miało miejsce.
Najpierw był pomysł, a później sposób na jego wykonanie. Co ciekawe od jednego do drugiego musiało upłynąć kilkanaście lat. A przecież uzyskanie bąbelków w winie nie powinno rodzić większych komplikacji. Od dawnych czasów powstawały wina musujące. Czy to robione metodą ancestralne (jedna fermentacja rozpoczęta w zbiorniku, a zakończona w butelce) czy metodą tradycyjną (dwie oddzielne fermentacje, pierwsza alkoholowa w zbiorniku, druga musująca w butelce).
W ubiegłym tygodniu przyjechały do nas trzy win z Quinta do Zambujeiro w roczniku 2019.
W 1999 roku dwóch braci Alain i Philippe Bramaz zaczęli, w prowizorycznie przygotowanej piwnicy za pomocą łopaty, wrzucać ręcznie zebrane owoce do drewnianych zbiorników. Planowali przefermentować pierwsze 6000 kg winogron, aby przekonać się jaki efekt przyniosą ich wysiłki.
Gdyby zapytać statystycznego miłośnika wina, jak w Niemczech przedstawia się pozycja białych win względem czerwonych, pewnie odpowiedziałby, że rosną tam w znakomitej większości białe odmiany. A czerwone stanowią zaledwie ułamek całej produkcji. Tymczasem sytuacja przedstawia się zupełnie inaczej. W ciągu ostatnich 40 lat nasadzenia czerwonych win zwiększyły się 3-krotnie i obecnie stanowią ponad 1/3 wszystkich winnic w Niemczech.
Niedawno dotarł do nas nowy rocznik wina Muscadet do Apolline i Juliena Braud. Z pewnym zaskoczeniem zauważyliśmy, że nie tylko rocznik zmienił się, ale również etykieta. Po otwarciu butelki i chwili refleksji wszystko jednak pasuje do siebie.