“Szkoda, że nie mogę wyprodukować tego wina więcej”. Takie zdanie usłyszeliśmy kiedyś z ust Sandry Bravo, młodej winemakerki i właścicielki bodegi Sierra de Tolono w regionie Rioja.
Blog kategorie
Blog chmura tagów
“Szkoda, że nie mogę wyprodukować tego wina więcej”. Takie zdanie usłyszeliśmy kiedyś z ust Sandry Bravo, młodej winemakerki i właścicielki bodegi Sierra de Tolono w regionie Rioja.
Przyszło nam niestety niemal przez rok nie otwierać butelek Sancerre Chavignol z Domaine Delaporte. I to nie dlatego, że straciliśmy zamiłowanie do europejskiego stylu Sauvignon Blanc. Wręcz przeciwnie, chęć ugaszenia pragnienia loarskim wyznacznikiem odmiany, wzmagała w nas wraz z kolejnymi miesiącami.
Jeśli zapytać by Prowansalczyka co sądzi o lokalnych winach powstających z odmiany Vermentino, prawdopodobnie chwilę zajęłoby mu zanim udzieliłby odpowiedzi. Nie tylko dlatego, że pijają tam głównie różowe i czerwone wina, ale z powodu samej nazwy.
Jeszcze nie zdążyliśmy nacieszyć się Malbecami od Valerie Courreges, a przed nami nowa niespodzianka. Niezwykła winemakerka działa nie tylko w regionie Cahors. Razem ze swoim mężem Matthieu Cosse, byłym zawodowym graczem Rugby, prowadzą również winnicę w Prowansji.
Rodzina Boo-Rivero zajmowała się przez kilkadziesiąt lat zakładaniem winnic. Aby uświadomić sobie, jak odpowiedzialne to jest zadanie, warto zauważyć, że dopiero po kilku, czasami kilkunastu latach może stwierdzić, czy plantacja rodzi wystarczająco dobrej jakości winogrona. Jeśli nie, krzewy trzeba czasami posadzić od nowa.
Często podczas degustacji mówię, że wystarczy znać kilka białych odmian winogron i ciut więcej czerwonych, aby potrafić w miarę swobodnie poruszać się w świecie wina. I to jest oczywiście prawda. Przychodzi jednak czasami moment, gdy taki zasób wydaje się już nie wystarczać.
Jest raczej niewielkie, mało tam również imponujących zabytków. Gdyby zapytać o powody, dla których turyści odwiedzają miasto Jumilla, odpowiedzi pewnie byłyby dwie. Pierwszą jest wino, drugą zamek.
Chiński yuan nie stoi ostatnio najlepiej. Jednak nie w kursie rzecz, ale w ilości yuanów. Owszem może i obecnie ta ilość nie jest już tak powalająca, jednak jeszcze kilka, kilkanaście lat temu płynęła niczym woda w wodospadzie Niagara. Chyba niewielu spodziewało się, że takie zjawisko będzie miało miejsce.
Najpierw był pomysł, a później sposób na jego wykonanie. Co ciekawe od jednego do drugiego musiało upłynąć kilkanaście lat. A przecież uzyskanie bąbelków w winie nie powinno rodzić większych komplikacji. Od dawnych czasów powstawały wina musujące. Czy to robione metodą ancestralne (jedna fermentacja rozpoczęta w zbiorniku, a zakończona w butelce) czy metodą tradycyjną (dwie oddzielne fermentacje, pierwsza alkoholowa w zbiorniku, druga musująca w butelce).
W ubiegłym tygodniu przyjechały do nas trzy win z Quinta do Zambujeiro w roczniku 2019.
W 1999 roku dwóch braci Alain i Philippe Bramaz zaczęli, w prowizorycznie przygotowanej piwnicy za pomocą łopaty, wrzucać ręcznie zebrane owoce do drewnianych zbiorników. Planowali przefermentować pierwsze 6000 kg winogron, aby przekonać się jaki efekt przyniosą ich wysiłki.
Gdyby zapytać statystycznego miłośnika wina, jak w Niemczech przedstawia się pozycja białych win względem czerwonych, pewnie odpowiedziałby, że rosną tam w znakomitej większości białe odmiany. A czerwone stanowią zaledwie ułamek całej produkcji. Tymczasem sytuacja przedstawia się zupełnie inaczej. W ciągu ostatnich 40 lat nasadzenia czerwonych win zwiększyły się 3-krotnie i obecnie stanowią ponad 1/3 wszystkich winnic w Niemczech.
Niedawno dotarł do nas nowy rocznik wina Muscadet do Apolline i Juliena Braud. Z pewnym zaskoczeniem zauważyliśmy, że nie tylko rocznik zmienił się, ale również etykieta. Po otwarciu butelki i chwili refleksji wszystko jednak pasuje do siebie.
Czy to już czas na melony? No niezupełnie. Jeszcze kilka tygodni i na pierwsze owoce będzie można natrafić w ogrodach. Oczywiście w sklepach znajdziemy je niemal przez cały rok, ale przecież „sezonowość” to dla nas słowo klucz zdrowej diety. Zatem o co chodzi z tymi melonami?
Przy jednej z dwóch głównych dróg przecinających wioskę Bechtolsheim, swoją winiarnię ma rodzina Bretzów. Słowo rodzina w tym przypadku nabiera szczególnego znaczenia, gdyż nieprzerwanie od 1721 roku kolejne pokolenia Bretzów zajmowały się uprawą winorośli i tłoczeniem wina.
W Hesji Nadreńskiej różnorodność wykorzystywanych odmian potrafi zmylić nawet wytrawnego miłośnika wina. Wprawdzie w ostatnim czasie Riesling zaczyna wysuwać się na pierwsze miejsce, ale historycznie najwięcej winnic porastały krzewy białego Müllera-Thurgaua i czerwonego Dornfeldera.
Hermann Müller urodził się w 1850 roku w szwajcarskim kantonie Thurgau. I być może nie byłoby to zdarzenie zasługujące na szczególne zainteresowanie, gdyby nie ścieżki kariery zawodowej, które doprowadziły go do stanowiska, pierwszego w historii, dyrektora winiarskiego instytutu w Geisenheim. Obecnie jest to najważniejszy uniwersytet w Niemczech, kształcący winogrodników i enologów. Doktor Müller, a później już profesor Politechniki w Zurichu, zajmował się botaniką oraz fizjologią roślin. Swoje życie poświęcił badaniu winorośli i przyczynił się do lepszego poznania ich natury
Rodzina Cheron pochodzi z Burgundii. Jednak od lat 60-tych ubiegłego wieku jej losy związane są z departamentem Vaucluse w Dolinie Rodanu. Tam Denis Cheron kupił pierwszą winnicę w regionie Vacqueyras. Jego syn Yves miał niesamowite szczęście, gdyż na początku lat 80-tych udało mu się dokupić dolinę u podnóża jednego ze szczytów górskiego pasma Dentelles de Montmirail.
Dojrzałe czarne owoce, nuty kawowe i odrobina przypraw. To kompozycja nut smakowych odpowiadająca za ogromną popularność win z odmiany Syrah. Przy czym najczęściej jej źródłem są wina pochodzące z doliny Rodanu we Francji lub rozległych równin w Australii. W tym drugim przypadku na etykiecie zobaczymy zazwyczaj nazwę Shiraz, ale praktycznie jest to ta sama odmiana winorośli.
Odmiana Pinot Gris znana jest pod kilkoma nazwami. W krajach niemieckojęzycznych stosuje się dwa określenie Ruländer lub Grau Burgunder (czasami Grauer Burgunder), w Czechach Rulandske Sede. Jednak to włoskie Pinot Grigio cieszy się w Polsce największą popularnością. Przy czym sława ta raczej wiąże się trunkami, które śmiało można zaliczyć do bardzo pojemnej kategorii „win codziennych”.
Epidemia filoksery, która pod koniec XIX wieku spustoszyła winnice w całej Francji, nie ominęła również i regionu Gigondas. Spowodowała przy tym, że winnice zamieniono wówczas na gaje oliwne. Kilkadziesiąt lat później, zimą 1929 i 1956 r, drzewa oliwne zostały zniszczone z kolei przez silne mrozy. Winorośl powróciła do łask na początku lat 60. W tym samy czasie Denis Cheron zaczął zakładać winnice w okolicach wioski Gigondas.