Oczywiście, że pierwszym skojarzeniem z winami niemieckimi jest kolor biały.
I w gruncie rzeczy niech tak pozostanie, ale nie oznacza to braku win o czerwonej barwie u naszego zachodniego sąsiada.
Blog kategorie
Blog chmura tagów
Oczywiście, że pierwszym skojarzeniem z winami niemieckimi jest kolor biały.
I w gruncie rzeczy niech tak pozostanie, ale nie oznacza to braku win o czerwonej barwie u naszego zachodniego sąsiada.
Początkowo myśleliśmy, że to tylko fajny pomysł, ale w czasie kolejnych lat koncepcja zaczęła ukazywać swoje coraz poważniejsze oblicze. Co więcej okazała się strategią, która z jednej strony wywołuje podniecenie związane z oczekiwaniem na nową odsłonę, a z drugiej pozwala miłośnikowi win zorientować się co spotka go po otwarciu butelki. Oczywiście pod warunkiem, że miłośnika cechuje wystarczająca wrażliwość i spostrzegawczość.
Lotaryngia może nam kojarzyć się z kilkoma wydarzeniami osadzonymi na kartach historii. Jednak bardzo niewiele osób pomyśli o niej jak o winiarskim regionie. Co jeszcze bardziej może wydać się zaskakujące, przez Lotaryngię przepływa słynąca z win rzeka. Słynąca w kontekście winiarstwa niemieckiego, a nie francuskiego. Czasami jeszcze ktoś przypomni sobie, że zaraz za granicą z Niemcami, w Luksemburgu leży ciekawy obszar obsadzony winoroślą, no ale o winnicach nad Mozelą we Francji słyszało już niewielu.
Jest chyba tylko kilka zwrotów w świecie wina, które na pozór brzmią zwyczajnie, ale w gruncie rzeczy zawierają w sobie sporo informacji dla osób wiedzących co się za nimi kryje. Bo przecież cóż dziwnego jest w określeniu “prawy brzeg” czy “lewy brzeg”? Gdy słyszymy w rozmowie takie stwierdzenie, może wydawać się, że ktoś chce powiedzieć, gdzie coś się znajduje. Tymczasem jest to tylko fragment większej całości.
Kiedyś ktoś mnie zapytał, dlaczego wina z Langwedocji są czasami wyraźnie inne od tych z Doliny Rodanu?
Przecież często powstają z podobnego kupażu, oba regiony leżą na południu Francji, a ich tradycje winiarskie są równie bogate.
Przyczyn można by znaleźć wiele, ale jedna wydaje się szczególnie interesująca.
To jest naprawdę zadziwiająca historia. Ostatnio będąc w Alzacji natknęliśmy się na stare butelki win z nazwą Tokay. Na pozór można by przypuszczać, że wino pochodzi z Węgier (przecież pierwsze skojarzenie z winami węgierskimi brzmi Tokay). Tymczasem na etykietach wyraźnie widniał napis Tokay d’Alsace. Madziarskie wina butelkowane we Francji?
Łatwo powiedzieć: proszę kieliszek Prosecco. Zresztą słychać takie zdania często w wielu restauracjach. Ale czy faktycznie za każdym razem zamawiający otrzymuje dokładnie wino pochodzące z włoskich regionów Veneto lub Friuli Venezia Giulia i zrobione ze szczepu Glera? Tutaj miałbym sporo wątpliwości. Nazwa Prosecco tak dobrze zakorzeniła się w świadomości miłośników bąbelków, że stało się ono synonimem lekkiego, półwytrawnego, musującego wina.
Czasami mawia się o nim hiszpański Riesling. Ma niezłą kwasowość, jest aromatyczny, wnosi wiele świeżości do kieliszka. Idealnie pasuje do ryb i owoców morza. Swoją drogą może trochę dziwić, że w obfitującej w słońce Hiszpanii powstają tak rześkie wina. Ale tu właśnie kłania się miejsce skąd pochodzi nasz bohater.
Nareszcie przyjechały do nas nowe wina z Hiszpanii!
Tak, trochę czekaliśmy, ale było warto.
Uwielbiamy, gdy wino pochodzi z jakiegoś miejsca, którego stylistykę winiarską zna cały świat, a ono zaskakuje swoją innością.
Tym razem transport wyruszył z regionu Toro, słynącego z garbnikowych, dobrze zbudowanych win.
A tymczasem w kieliszku?
Łał. No tutaj nie może być mowy o zwiewnych i delikatnych nutach. Wielu miłośników skoncentrowanych win słyszało o Prioracie, ale gdyby przejrzeć sklepy z winami, to butelki z tego niewielkiego regionu położonego w górach na południowy zachód od Barcelony, nie dzierżą palmy pierwszeństwa pod względem sprzedaży. Co więcej raczej zamykają peleton. I to nie dlatego, że brakuje w Prioracie wybitnych win, raczej wysoki poziom cenowy zawęża grono odbiorców.
Może mule nie smakują każdemu, ale to chyba jedno z najlepszych dań, które można podać do różowego wina.
Od razu świat wokół nas staje się bardziej wakacyjny, pełen letnich smaków i aromatów.
Wina w kolorze Pink powstają w wielu regionach.
My dzisiaj wybraliśmy stosunkowo mało znaną pod względem winiarskim Lotaryngię.
Cudownie jest spędzać urlop w cichych miejscach, w otoczeniu przyrody, z dala od gwaru innych turystów.
Do tego umilać sobie wieczory kieliszkiem dobrego wina.
Tymczasem okoliczna oferta winiarska nie do końca spełnia nasze oczekiwania, a zapasy przywiezione z domu już się wyczerpały?
Co zrobić w takiej sytuacji?
Na pewno nie załamywać rąk!
Albo, co gorsza pić wina, na które w innych okolicznościach nawet byście nie spojrzeli.
Nareszcie nadeszły! Letnie dni, pełne słońca, zielonych liści wokoło, perspektywy wakacyjnych wyjazdów i niespiesznego spędzania czasu. I tak akurat się składa, że niedawno pojawiły się u nas idealne na ten czas wina. Przyjechały z okolic ujścia rzeki Loary do Atlantyku.
Riesling, chyba jak żaden inny szczep, dobrze czuje się w towarzystwie cukru. Dla większości win, słodki smak jest graczem trzeciego planu. Kwasowość, alkohol i taniny (w czerwonych winach) dumnie prężą pierś. W przypadku Rieslinga wygląda to trochę inaczej. Szczep, o wysokiej kwasowości, licznych aromatach cytrusowych, egzotycznych, pikantnych, mineralnych, a nierzadko naftowych, ma w sobie tyle mocy, że cukier resztkowy (pozostały w winie po zakończeniu fermentacji alkoholowej) nie jest mu straszny. Co więcej, często pełni funkcję łagodzącą w stosunku agresywnych, rześkich nut.
Był rok 1976 gdy Gerald Malat postanowił, jako pierwszy w Austrii, pozostawić wino z dodatkiem drożdży w butelce i pozwolić na rozpoczęcie drugiej fermentacji, która wytworzy bąbelki. W ten oto sposób w Austrii powstał pierwszy poważny Seckt robiony tradycyjną metodą, czyli technologią stosowaną w produkcji szampanów.
Chile, mimo że rozciąga się za wysokim i odległym pasmem Andów wzdłuż wybrzeża Pacyfiku, jest chyba najbardziej europejskim krajem Ameryki Południowej. Z pewnością pod względem rozwoju winiarstwa. Praktycznie nieprzerwanie od XVI wieku uprawia się w Chile winorośl i produkuje wino.
To jeden z niewielu krajów, gdzie nadal nie dotarła plaga filoksery, które skutecznie zdewastowała winnice na całym świecie.
Meandruje. I dobrze, bo gdyby płynęła prosto, nie mielibyśmy takiej różnorodności. Co więcej już rzymianie docenili jej warunki glebowo-klimatyczne i zakładali pierwsze winnice. Chociaż może słowo gleba nie do końca kojarzy nam się z tym co możemy zobaczyć na północnym jej brzegu.
Czy zamawianie w restauracji “kieliszka chardonnay” nie świadczy, że pijący tak powiedział, bo niewiele wie na temat win, a chciałby uchodzić z ich znawcę? Innych szczepów nie zna, a Riesling wydaje mu się zbyt kwaśny.