Jeśli zapytać by Prowansalczyka co sądzi o lokalnych winach powstających z odmiany Vermentino, prawdopodobnie chwilę zajęłoby mu zanim udzieliłby odpowiedzi. Nie tylko dlatego, że pijają tam głównie różowe i czerwone wina, ale z powodu samej nazwy.
Blog kategorie
Blog chmura tagów
Jeśli zapytać by Prowansalczyka co sądzi o lokalnych winach powstających z odmiany Vermentino, prawdopodobnie chwilę zajęłoby mu zanim udzieliłby odpowiedzi. Nie tylko dlatego, że pijają tam głównie różowe i czerwone wina, ale z powodu samej nazwy.
Jeszcze nie zdążyliśmy nacieszyć się Malbecami od Valerie Courreges, a przed nami nowa niespodzianka. Niezwykła winemakerka działa nie tylko w regionie Cahors. Razem ze swoim mężem Matthieu Cosse, byłym zawodowym graczem Rugby, prowadzą również winnicę w Prowansji.
Gdy jeździmy samochodem do krajów basenu Morza Śródziemnego wszystko jest w najlepszym porządku. Jeśli jednak zaplanowaliśmy podróż lotniczą, sytuacja staje się czasami niezręczna. A wszystko przez nasze pamiątkarstwo. Nie wiem czy Wy też tak macie, ale staramy się zazwyczaj przywozić z podróży jakieś pamiątki.
Oto trzy twarze Malbeca, które wyszły spod ręki Valerie.
Lubię odkrywać, z pozoru powszechnie znane odmiany czy regiony, ale mające również swoje inne oblicze. Dlatego obserwowałem JĄ od dłuższego czasu.
Rodzina Boo-Rivero zajmowała się przez kilkadziesiąt lat zakładaniem winnic. Aby uświadomić sobie, jak odpowiedzialne to jest zadanie, warto zauważyć, że dopiero po kilku, czasami kilkunastu latach może stwierdzić, czy plantacja rodzi wystarczająco dobrej jakości winogrona. Jeśli nie, krzewy trzeba czasami posadzić od nowa.
Często podczas degustacji mówię, że wystarczy znać kilka białych odmian winogron i ciut więcej czerwonych, aby potrafić w miarę swobodnie poruszać się w świecie wina. I to jest oczywiście prawda. Przychodzi jednak czasami moment, gdy taki zasób wydaje się już nie wystarczać.
Jest raczej niewielkie, mało tam również imponujących zabytków. Gdyby zapytać o powody, dla których turyści odwiedzają miasto Jumilla, odpowiedzi pewnie byłyby dwie. Pierwszą jest wino, drugą zamek.
Chcecie dowiedzieć się jak założyliśmy naszą firmę? Zajrzyjcie do najnowszego magazynu Forbes.
Polecamy artykuł Magdaleny Gryn o winiarskich podróżach i ich efektach.
Spacerowaliśmy wieczorem wąskimi uliczkami średniej wielkości miasta w Hiszpanii (jego nazwa nie ma tutaj znaczenia). Mimo, że był to niemal środek lata, bary świeciły raczej pustkami.
Kompozytorzy - z tego zawsze słynęło Bordeaux. Tamtejsi winiarze byli w stanie z komponowania zrobić prawdziwą sztukę. I to Sztukę przez duże Sz. Wykazali się nie lada kunsztem, skoro w wielu regionach winiarskich miesza się odmiany winogron, aby zrobić wina. Ale to właśnie bordoscy producenci (po prawdzie winni kupcy bardzo im w tym pomogli) potrafili stworzyć coś, co obecnie nosi nazwę klasycznego kupażu.
Chiński yuan nie stoi ostatnio najlepiej. Jednak nie w kursie rzecz, ale w ilości yuanów. Owszem może i obecnie ta ilość nie jest już tak powalająca, jednak jeszcze kilka, kilkanaście lat temu płynęła niczym woda w wodospadzie Niagara. Chyba niewielu spodziewało się, że takie zjawisko będzie miało miejsce.
Jak w rodzinie. Kilka dni temu zastanawialiśmy się na kwestią lokalności, za sprawą dopisku vino de comarca (wino lokalne) widniejącego na etykiecie butelki Tio Uco. Dzisiaj dokładniej przyjrzymy się okolicom wioski El Pego, gdzie swoje wina tłoczy i fermentuje Alvar de Dios Hernandez.
Trzeba mieć sporo dystansu do swoich win, aby jedno z nich nazywać „vino de comarca” czyli wino lokalne. W czasach, gdy bycie „obywatelem świata” uchodzi za normę, odbieranie czemuś aspiracji do brylowania na salonach może zaskakiwać. Na domiar wszystkiego zasadnicza nazwa Tio Uco, czyli wujek Uco jeszcze bardziej podkreśla swojski charakter wina. Może gdyby to był chociaż amerykański wuja Sam, albo wujek Google, a tutaj wujaszek Uco.
Najpierw był pomysł, a później sposób na jego wykonanie. Co ciekawe od jednego do drugiego musiało upłynąć kilkanaście lat. A przecież uzyskanie bąbelków w winie nie powinno rodzić większych komplikacji. Od dawnych czasów powstawały wina musujące. Czy to robione metodą ancestralne (jedna fermentacja rozpoczęta w zbiorniku, a zakończona w butelce) czy metodą tradycyjną (dwie oddzielne fermentacje, pierwsza alkoholowa w zbiorniku, druga musująca w butelce).
Mówisz Bordeaux, myślisz czerwone wino. I słusznie, ale warto wiedzieć, że w tym słynnym francuskim regionie winiarskim powstają też wyśmienite białe wina. Tak jak czerwienie mają swój klasyczny kupaż, tak samo jest i z białymi winami.
Czasami trudno uwierzyć, ale kiedyś wyjeżdżając na wakacje, czy odwiedzając winnice zawsze zabieraliśmy ze sobą duży aparat fotograficzny. Lustrzanka z kilkoma wymiennymi obiektywami pozwalała dokumentować otaczający nas świat. Ciężka torba fotograficzna nie była wygodna do noszenia, ale wtedy jakoś nie zwracaliśmy na to większej uwagi. Wybieraliśmy najlepsze kadry, aby później dzielić się z innymi tym co widzieliśmy.
W życiu nie brakuje przypadków, ale trudno uznać wybór początku sierpnia na święto białej odmiany Albarino za zwykły zbieg okoliczności. W Europie to środek lata, szczyt sezonu wakacyjnego. Niezliczone tłumy kierują swoje kroki w stronę Morza Śródziemnego, szukając słońca, błękitu wody, piaszczystych plaż, wieczorami zasiadając do uczt obfitujących w owoce morza. Te chwile spędzane w relaksacyjnej atmosferze są niczym ożywczy powiew, dający wytchnienie po miesiącach poświęconych na pracę.
W ubiegłym tygodniu przyjechały do nas trzy win z Quinta do Zambujeiro w roczniku 2019.
W 1999 roku dwóch braci Alain i Philippe Bramaz zaczęli, w prowizorycznie przygotowanej piwnicy za pomocą łopaty, wrzucać ręcznie zebrane owoce do drewnianych zbiorników. Planowali przefermentować pierwsze 6000 kg winogron, aby przekonać się jaki efekt przyniosą ich wysiłki.