Lubię odkrywać, z pozoru powszechnie znane odmiany czy regiony, ale mające również swoje inne oblicze. Dlatego obserwowałem JĄ od dłuższego czasu.
Blog kategorie
Blog chmura tagów
Lubię odkrywać, z pozoru powszechnie znane odmiany czy regiony, ale mające również swoje inne oblicze. Dlatego obserwowałem JĄ od dłuższego czasu.
Jak w rodzinie. Kilka dni temu zastanawialiśmy się na kwestią lokalności, za sprawą dopisku vino de comarca (wino lokalne) widniejącego na etykiecie butelki Tio Uco. Dzisiaj dokładniej przyjrzymy się okolicom wioski El Pego, gdzie swoje wina tłoczy i fermentuje Alvar de Dios Hernandez.
Trzeba mieć sporo dystansu do swoich win, aby jedno z nich nazywać „vino de comarca” czyli wino lokalne. W czasach, gdy bycie „obywatelem świata” uchodzi za normę, odbieranie czemuś aspiracji do brylowania na salonach może zaskakiwać. Na domiar wszystkiego zasadnicza nazwa Tio Uco, czyli wujek Uco jeszcze bardziej podkreśla swojski charakter wina. Może gdyby to był chociaż amerykański wuja Sam, albo wujek Google, a tutaj wujaszek Uco.
Odmiana Pinot Gris znana jest pod kilkoma nazwami. W krajach niemieckojęzycznych stosuje się dwa określenie Ruländer lub Grau Burgunder (czasami Grauer Burgunder), w Czechach Rulandske Sede. Jednak to włoskie Pinot Grigio cieszy się w Polsce największą popularnością. Przy czym sława ta raczej wiąże się trunkami, które śmiało można zaliczyć do bardzo pojemnej kategorii „win codziennych”.
Czasami spotykam się z pytaniem, skąd biorą się te wszystkie aromaty owoców, które wyczuwamy w winie? No bo jak wino może pachnieć czarną porzeczką czy wiśnią, skoro zrobiono je z winogron. Czy do win dodaje się inne owoce?
Coś w tym winie jest, że wyraźnie różni się od innych musiaków wytwarzanych w ten sam sposób co Prosecco. Jasne, pochodzi z cieplejszego miejsca, powstaje, nie ze szczepu Glera (jak Prosecco), ale z trzech innych - Pinot Nero, Trebbiano Toscano oraz Chardonnay. I to mogłoby zakończyć wszelkie dywagacje nad różnicami. Jestem przekonany, że mimo wszystko to nie są właściwe odpowiedzi.
Dwa dni temu usłyszałem od znajomego ciekawe pytanie. Co sprawia, że w regionach winiarskich o bogatych tradycjach pojawiają się młodzi winiarze, którzy robią wina wyraźnie różniące się od tego co powstaje u ich sąsiadów i jednocześnie dzięki temu zachwycają winny świat?
Jakoś szczęścia do zadomowienia się szerzej w świadomości miłośników wina nie miał. A przecież jest dokładnie udokumentowane, że już od XIII wieku na tym terenie wytwarza się wino. Jak to jednak w życiu bywa, czasami okoliczności zewnętrzne potrafią zmienić bieg dobrze zapowiadającej się historii.
Niektórzy mawiają, że kolejne dania podczas kolacji, to tylko etapy oczekiwana na deser. Mam wrażenie, że z wiekiem ten pogląd ewaluuje i desery dla części osób tracą na znaczeniu. Kalorie, cukier, etc. Nie ma wątpliwości. Dobre zwieńczenie kolacji jest przysłowiową wisienką na torcie. Można jednak mieć ciastko i zjeść ciastko. Istnieją takie wina, które swoją budową, złożonością i słodkim smakiem z powodzeniem zastępują deser.
Rioja słynie z czerwonych win. Trudno się temu dziwić. Rozległe obszary na południe od gór Sierra de Cantabria są idealnym siedliskiem odmian Tempranillo i Garnacha. Niebagatelne znaczenie dla popularyzacji czerwonych szczepów, miał także wpływ winiarzy z pobliskiego Bordeaux. To właśnie francuscy producenci wina przywieźli tutaj ze sobą dębowe beczki (gdy w XIX wieku mszyca filoksera wyniszczyła ich winnice), które stosowali do kształtowania smaku i struktury czerwonego wina.
Zanim założyła własną winnicę pracowała przy produkcji wina w Prioracie. Zdobywała doświadczenie również w Bordeaux, Toskanii, Kaliforni i Nowej Zelandii. Zawsze jednak wiedziała, że powróci do rodzinnej Riojy i wystartuje ze swoim własnym projektem winiarskim.
Rodzina de Melo od setek lat była związana z portugalskim regionem DAO. Żyli lokalnie, produkując wino na potrzeby własne, rodziny i licznych znajomych. Poletka na, których sadzili winogrona przechodziły z rąk do rąk, by czasami powrócić do nich po latach. Rolniczy sposób funkcjonowania sprawiał, że nowoczesność nie zawitała do winnic rodziny de Melo. Metody uprawy i produkcji wina nie ulegały zmianom.
Pierre Fabre pochodzi z rodziny, która od 5 pokoleń zajmuje się w Langwedocji winem. Z początku jednak Pierre wybrał inną drogę. Poświęcił się karierze inżynierskiej i pracował w krajach Beneluxu. W 2004 roku zapragnął odnaleźć swoje korzenie jako winiarz. Powrócił do Langwedocji i kupił starą posiadłość położoną w połowie drogi pomiędzy Carcassonne, a Limoux.
Pomarańczowe. Takie były prawdopodobnie pierwsze wina, jakie ludzie wytworzyli z białych winogron. Zmiażdżone owoce zaczęły fermentować i po jakimś czasie powstało wino. Być może zastanawiali się dlaczego z jasnych gron otrzymują wino w kolorze bursztynu? I pewnie doszli do wniosku, że to skórki winogron nadają winu kolor oraz pewną cierpkość w ustach. Dlatego później zaczęto pozbywać się skórek i poddawano fermentacji sam wyciśnięty sok, który finalnie dał białe wina.
Nareszcie przyjechały do nas nowe wina z Hiszpanii!
Tak, trochę czekaliśmy, ale było warto.
Uwielbiamy, gdy wino pochodzi z jakiegoś miejsca, którego stylistykę winiarską zna cały świat, a ono zaskakuje swoją innością.
Tym razem transport wyruszył z regionu Toro, słynącego z garbnikowych, dobrze zbudowanych win.
A tymczasem w kieliszku?
Łał. No tutaj nie może być mowy o zwiewnych i delikatnych nutach. Wielu miłośników skoncentrowanych win słyszało o Prioracie, ale gdyby przejrzeć sklepy z winami, to butelki z tego niewielkiego regionu położonego w górach na południowy zachód od Barcelony, nie dzierżą palmy pierwszeństwa pod względem sprzedaży. Co więcej raczej zamykają peleton. I to nie dlatego, że brakuje w Prioracie wybitnych win, raczej wysoki poziom cenowy zawęża grono odbiorców.
Nareszcie nadeszły! Letnie dni, pełne słońca, zielonych liści wokoło, perspektywy wakacyjnych wyjazdów i niespiesznego spędzania czasu. I tak akurat się składa, że niedawno pojawiły się u nas idealne na ten czas wina. Przyjechały z okolic ujścia rzeki Loary do Atlantyku.
No niby wino jest białe, ale w gruncie rzeczy nie wygląda jak większość białych win. Jedna z zasad dotyczących kolorów wina mówi, że im białe wino starsze, tym barwa staje się ciemniejsza. OK, to prawda. A gdy wino jest młode, a już ma intensywny kolor?
Czy umieszczenie na winie informacji o organicznej uprawie winorośli jest gwarancją, że mamy do czynienia z winem całkowicie naturalnym, wolnym od interwencji nowoczesnych metod wytwarzania? Na pierwszy „rzut oka” wydaje się to wielce prawdopodobne, no bo przecież zielony listek, który widzimy na etykiecie mówi nam o ekologicznym rolnictwie. Rolnictwie, czyli procesie rodzenia się owoców, które później posłużą do powstania wina. Ale rolnictwo to tylko jeden z elementów całego cyklu narodzin naszego ulubionego napoju. Na szczęście nie brakuje ludzi, którzy mają szersze spojrzenie na tworzenie wina, ale także i na sposób swojego życia. Takie podejście nosi nazwę biodynamiki.