W wiosce Villabuena de Alava mieszka obecnie zaledwie 320 mieszkańców. Niewiele, jeśli uwzględnić, że osada istnieje od XII wieku. Ale zupełnie inna liczba robi wrażenie. Otóż w Villabuena działa ok 50 bodeg, produkujących wino.
Blog kategorie
Blog chmura tagów
W wiosce Villabuena de Alava mieszka obecnie zaledwie 320 mieszkańców. Niewiele, jeśli uwzględnić, że osada istnieje od XII wieku. Ale zupełnie inna liczba robi wrażenie. Otóż w Villabuena działa ok 50 bodeg, produkujących wino.
“Szkoda, że nie mogę wyprodukować tego wina więcej”. Takie zdanie usłyszeliśmy kiedyś z ust Sandry Bravo, młodej winemakerki i właścicielki bodegi Sierra de Tolono w regionie Rioja.
Byliśmy już trochę spóźnieni. Mieliśmy za sobą tego dnia dwie wizyty w winnicach Sancerre. A przed nami jeszcze kawał drogi do pokonania.
Przyszło nam niestety niemal przez rok nie otwierać butelek Sancerre Chavignol z Domaine Delaporte. I to nie dlatego, że straciliśmy zamiłowanie do europejskiego stylu Sauvignon Blanc. Wręcz przeciwnie, chęć ugaszenia pragnienia loarskim wyznacznikiem odmiany, wzmagała w nas wraz z kolejnymi miesiącami.
Jeśli zapytać by Prowansalczyka co sądzi o lokalnych winach powstających z odmiany Vermentino, prawdopodobnie chwilę zajęłoby mu zanim udzieliłby odpowiedzi. Nie tylko dlatego, że pijają tam głównie różowe i czerwone wina, ale z powodu samej nazwy.
Oto trzy twarze Malbeca, które wyszły spod ręki Valerie.
Rodzina Boo-Rivero zajmowała się przez kilkadziesiąt lat zakładaniem winnic. Aby uświadomić sobie, jak odpowiedzialne to jest zadanie, warto zauważyć, że dopiero po kilku, czasami kilkunastu latach może stwierdzić, czy plantacja rodzi wystarczająco dobrej jakości winogrona. Jeśli nie, krzewy trzeba czasami posadzić od nowa.
Często podczas degustacji mówię, że wystarczy znać kilka białych odmian winogron i ciut więcej czerwonych, aby potrafić w miarę swobodnie poruszać się w świecie wina. I to jest oczywiście prawda. Przychodzi jednak czasami moment, gdy taki zasób wydaje się już nie wystarczać.
Jest raczej niewielkie, mało tam również imponujących zabytków. Gdyby zapytać o powody, dla których turyści odwiedzają miasto Jumilla, odpowiedzi pewnie byłyby dwie. Pierwszą jest wino, drugą zamek.
Spacerowaliśmy wieczorem wąskimi uliczkami średniej wielkości miasta w Hiszpanii (jego nazwa nie ma tutaj znaczenia). Mimo, że był to niemal środek lata, bary świeciły raczej pustkami.
Jak w rodzinie. Kilka dni temu zastanawialiśmy się na kwestią lokalności, za sprawą dopisku vino de comarca (wino lokalne) widniejącego na etykiecie butelki Tio Uco. Dzisiaj dokładniej przyjrzymy się okolicom wioski El Pego, gdzie swoje wina tłoczy i fermentuje Alvar de Dios Hernandez.
Trzeba mieć sporo dystansu do swoich win, aby jedno z nich nazywać „vino de comarca” czyli wino lokalne. W czasach, gdy bycie „obywatelem świata” uchodzi za normę, odbieranie czemuś aspiracji do brylowania na salonach może zaskakiwać. Na domiar wszystkiego zasadnicza nazwa Tio Uco, czyli wujek Uco jeszcze bardziej podkreśla swojski charakter wina. Może gdyby to był chociaż amerykański wuja Sam, albo wujek Google, a tutaj wujaszek Uco.
W życiu nie brakuje przypadków, ale trudno uznać wybór początku sierpnia na święto białej odmiany Albarino za zwykły zbieg okoliczności. W Europie to środek lata, szczyt sezonu wakacyjnego. Niezliczone tłumy kierują swoje kroki w stronę Morza Śródziemnego, szukając słońca, błękitu wody, piaszczystych plaż, wieczorami zasiadając do uczt obfitujących w owoce morza. Te chwile spędzane w relaksacyjnej atmosferze są niczym ożywczy powiew, dający wytchnienie po miesiącach poświęconych na pracę.
W ubiegłym tygodniu przyjechały do nas trzy win z Quinta do Zambujeiro w roczniku 2019.
Gdyby zapytać statystycznego miłośnika wina, jak w Niemczech przedstawia się pozycja białych win względem czerwonych, pewnie odpowiedziałby, że rosną tam w znakomitej większości białe odmiany. A czerwone stanowią zaledwie ułamek całej produkcji. Tymczasem sytuacja przedstawia się zupełnie inaczej. W ciągu ostatnich 40 lat nasadzenia czerwonych win zwiększyły się 3-krotnie i obecnie stanowią ponad 1/3 wszystkich winnic w Niemczech.
Niedawno rozmawiałem z pewnym człowiekiem, który bardzo chciał spróbować burgundzkiego, czerwonego wina. Jako początkujący eksplorator winiarski, usłyszał gdzieś, że są to najbardziej fascynujące wina świata i zapragnął przekonać się o tym.
Niedawno dotarł do nas nowy rocznik wina Muscadet do Apolline i Juliena Braud. Z pewnym zaskoczeniem zauważyliśmy, że nie tylko rocznik zmienił się, ale również etykieta. Po otwarciu butelki i chwili refleksji wszystko jednak pasuje do siebie.
Czy to już czas na melony? No niezupełnie. Jeszcze kilka tygodni i na pierwsze owoce będzie można natrafić w ogrodach. Oczywiście w sklepach znajdziemy je niemal przez cały rok, ale przecież „sezonowość” to dla nas słowo klucz zdrowej diety. Zatem o co chodzi z tymi melonami?
Przy jednej z dwóch głównych dróg przecinających wioskę Bechtolsheim, swoją winiarnię ma rodzina Bretzów. Słowo rodzina w tym przypadku nabiera szczególnego znaczenia, gdyż nieprzerwanie od 1721 roku kolejne pokolenia Bretzów zajmowały się uprawą winorośli i tłoczeniem wina.
W Hesji Nadreńskiej różnorodność wykorzystywanych odmian potrafi zmylić nawet wytrawnego miłośnika wina. Wprawdzie w ostatnim czasie Riesling zaczyna wysuwać się na pierwsze miejsce, ale historycznie najwięcej winnic porastały krzewy białego Müllera-Thurgaua i czerwonego Dornfeldera.
Blisko 62 lata musiał czekać region Beaumes de Venise, aby uzyskać status samodzielnej apelacji dla czerwonych win. Tyle bowiem czasu upłynęło od roku 1943, gdy obszar zaczął dysponować prawem posługiwania się określeniem Apelacja w stosunku do białych win.