Oto trzy twarze Malbeca, które wyszły spod ręki Valerie.
Blog kategorie
Blog chmura tagów
Oto trzy twarze Malbeca, które wyszły spod ręki Valerie.
Lubię odkrywać, z pozoru powszechnie znane odmiany czy regiony, ale mające również swoje inne oblicze. Dlatego obserwowałem JĄ od dłuższego czasu.
Rodzina Boo-Rivero zajmowała się przez kilkadziesiąt lat zakładaniem winnic. Aby uświadomić sobie, jak odpowiedzialne to jest zadanie, warto zauważyć, że dopiero po kilku, czasami kilkunastu latach może stwierdzić, czy plantacja rodzi wystarczająco dobrej jakości winogrona. Jeśli nie, krzewy trzeba czasami posadzić od nowa.
Często podczas degustacji mówię, że wystarczy znać kilka białych odmian winogron i ciut więcej czerwonych, aby potrafić w miarę swobodnie poruszać się w świecie wina. I to jest oczywiście prawda. Przychodzi jednak czasami moment, gdy taki zasób wydaje się już nie wystarczać.
Jest raczej niewielkie, mało tam również imponujących zabytków. Gdyby zapytać o powody, dla których turyści odwiedzają miasto Jumilla, odpowiedzi pewnie byłyby dwie. Pierwszą jest wino, drugą zamek.
Spacerowaliśmy wieczorem wąskimi uliczkami średniej wielkości miasta w Hiszpanii (jego nazwa nie ma tutaj znaczenia). Mimo, że był to niemal środek lata, bary świeciły raczej pustkami.
Kompozytorzy - z tego zawsze słynęło Bordeaux. Tamtejsi winiarze byli w stanie z komponowania zrobić prawdziwą sztukę. I to Sztukę przez duże Sz. Wykazali się nie lada kunsztem, skoro w wielu regionach winiarskich miesza się odmiany winogron, aby zrobić wina. Ale to właśnie bordoscy producenci (po prawdzie winni kupcy bardzo im w tym pomogli) potrafili stworzyć coś, co obecnie nosi nazwę klasycznego kupażu.
Chiński yuan nie stoi ostatnio najlepiej. Jednak nie w kursie rzecz, ale w ilości yuanów. Owszem może i obecnie ta ilość nie jest już tak powalająca, jednak jeszcze kilka, kilkanaście lat temu płynęła niczym woda w wodospadzie Niagara. Chyba niewielu spodziewało się, że takie zjawisko będzie miało miejsce.
Jak w rodzinie. Kilka dni temu zastanawialiśmy się na kwestią lokalności, za sprawą dopisku vino de comarca (wino lokalne) widniejącego na etykiecie butelki Tio Uco. Dzisiaj dokładniej przyjrzymy się okolicom wioski El Pego, gdzie swoje wina tłoczy i fermentuje Alvar de Dios Hernandez.
Trzeba mieć sporo dystansu do swoich win, aby jedno z nich nazywać „vino de comarca” czyli wino lokalne. W czasach, gdy bycie „obywatelem świata” uchodzi za normę, odbieranie czemuś aspiracji do brylowania na salonach może zaskakiwać. Na domiar wszystkiego zasadnicza nazwa Tio Uco, czyli wujek Uco jeszcze bardziej podkreśla swojski charakter wina. Może gdyby to był chociaż amerykański wuja Sam, albo wujek Google, a tutaj wujaszek Uco.
Mówisz Bordeaux, myślisz czerwone wino. I słusznie, ale warto wiedzieć, że w tym słynnym francuskim regionie winiarskim powstają też wyśmienite białe wina. Tak jak czerwienie mają swój klasyczny kupaż, tak samo jest i z białymi winami.
Czasami trudno uwierzyć, ale kiedyś wyjeżdżając na wakacje, czy odwiedzając winnice zawsze zabieraliśmy ze sobą duży aparat fotograficzny. Lustrzanka z kilkoma wymiennymi obiektywami pozwalała dokumentować otaczający nas świat. Ciężka torba fotograficzna nie była wygodna do noszenia, ale wtedy jakoś nie zwracaliśmy na to większej uwagi. Wybieraliśmy najlepsze kadry, aby później dzielić się z innymi tym co widzieliśmy.
W ubiegłym tygodniu przyjechały do nas trzy win z Quinta do Zambujeiro w roczniku 2019.
W 1999 roku dwóch braci Alain i Philippe Bramaz zaczęli, w prowizorycznie przygotowanej piwnicy za pomocą łopaty, wrzucać ręcznie zebrane owoce do drewnianych zbiorników. Planowali przefermentować pierwsze 6000 kg winogron, aby przekonać się jaki efekt przyniosą ich wysiłki.
Gdyby zapytać statystycznego miłośnika wina, jak w Niemczech przedstawia się pozycja białych win względem czerwonych, pewnie odpowiedziałby, że rosną tam w znakomitej większości białe odmiany. A czerwone stanowią zaledwie ułamek całej produkcji. Tymczasem sytuacja przedstawia się zupełnie inaczej. W ciągu ostatnich 40 lat nasadzenia czerwonych win zwiększyły się 3-krotnie i obecnie stanowią ponad 1/3 wszystkich winnic w Niemczech.
Niedawno rozmawiałem z pewnym człowiekiem, który bardzo chciał spróbować burgundzkiego, czerwonego wina. Jako początkujący eksplorator winiarski, usłyszał gdzieś, że są to najbardziej fascynujące wina świata i zapragnął przekonać się o tym.
Niedawno dotarł do nas nowy rocznik wina Muscadet do Apolline i Juliena Braud. Z pewnym zaskoczeniem zauważyliśmy, że nie tylko rocznik zmienił się, ale również etykieta. Po otwarciu butelki i chwili refleksji wszystko jednak pasuje do siebie.
Czy to już czas na melony? No niezupełnie. Jeszcze kilka tygodni i na pierwsze owoce będzie można natrafić w ogrodach. Oczywiście w sklepach znajdziemy je niemal przez cały rok, ale przecież „sezonowość” to dla nas słowo klucz zdrowej diety. Zatem o co chodzi z tymi melonami?
Przy jednej z dwóch głównych dróg przecinających wioskę Bechtolsheim, swoją winiarnię ma rodzina Bretzów. Słowo rodzina w tym przypadku nabiera szczególnego znaczenia, gdyż nieprzerwanie od 1721 roku kolejne pokolenia Bretzów zajmowały się uprawą winorośli i tłoczeniem wina.
W Hesji Nadreńskiej różnorodność wykorzystywanych odmian potrafi zmylić nawet wytrawnego miłośnika wina. Wprawdzie w ostatnim czasie Riesling zaczyna wysuwać się na pierwsze miejsce, ale historycznie najwięcej winnic porastały krzewy białego Müllera-Thurgaua i czerwonego Dornfeldera.
Hermann Müller urodził się w 1850 roku w szwajcarskim kantonie Thurgau. I być może nie byłoby to zdarzenie zasługujące na szczególne zainteresowanie, gdyby nie ścieżki kariery zawodowej, które doprowadziły go do stanowiska, pierwszego w historii, dyrektora winiarskiego instytutu w Geisenheim. Obecnie jest to najważniejszy uniwersytet w Niemczech, kształcący winogrodników i enologów. Doktor Müller, a później już profesor Politechniki w Zurichu, zajmował się botaniką oraz fizjologią roślin. Swoje życie poświęcił badaniu winorośli i przyczynił się do lepszego poznania ich natury