Od kilku dni czuliśmy jakiś rodzaj ekscytacji. Jechały, jechały i jakoś nie mogły dojechać do nas te nowe wina. No ale nareszcie mamy je!
Blog kategorie
Blog chmura tagów
Od kilku dni czuliśmy jakiś rodzaj ekscytacji. Jechały, jechały i jakoś nie mogły dojechać do nas te nowe wina. No ale nareszcie mamy je!
Jakoś szczęścia do zadomowienia się szerzej w świadomości miłośników wina nie miał. A przecież jest dokładnie udokumentowane, że już od XIII wieku na tym terenie wytwarza się wino. Jak to jednak w życiu bywa, czasami okoliczności zewnętrzne potrafią zmienić bieg dobrze zapowiadającej się historii.
Nie ma co się nad tym długo zastanawiać. Powszechnie słyszy się, że w Polsce wina z odmiany Primitivo cieszą się niesłabnącą popularnością. Jej sukces ma wpisaną nawet jedynkę w geny.
Odwiedziny w odległej winnicy zawsze budzą emocje. A gdy jest to najbardziej wysunięta na południe winnica Afryki, to ekscytacja wzlatuje ponad wierzchołki drzew. Jednak nie tylko samo położenie jest tutaj wyjątkowe. Okolice przylądka igielnego składają się z bardzo różnorodnych gleb. A więc prawdziwy “ogród urodzaju” dla zdolnego winiarza.
Chcieliśmy ostatnio sprawdzić adaptacyjność austriackiego Zweigelta do … włoskiej kuchni. Najczęściej prosta konfrontacja wina i jedzenia z tego samego miejsca pochodzenia daje bardzo dobre rezultaty. W czasach, gdy nie było szybkich środków transportu czy komunikacji między ludźmi na dalekie odległości, żywność spożywano najczęściej tam gdzie powstawała. W ten więc sposób i kuchnia i wino, na przestrzeni setek lat, dopasowały się do siebie.
Medyceusze przyczynili się w ogromnym stopniu do rozbudowy Florencji i rozwoju sztuki oraz architektury na terenie środkowych Włoch. Niewielu jednak chyba wie, że byli również budowniczymi muru liczącego sobie ponad 50 km długości. Wykonano go z piaskowca i kamienia, a dostęp do ogrodzonego terenu zapewniały imponujące bramy i śluzy. Teren, który został opasany Barco Reale (jak nazwano ów mur) był od pierwszej połowy XVII wieku, ogromnym rezerwatem przyrody oraz … obszarem do polowań dla książąt z rodu Medyceuszy.
Przecieraliśmy oczy ze zdumienia. Nie dosyć, że krowy miały rogi wielkości poręczy przy schodach w naszym domu, wszystko przypominało pastwiska niczym z prerii amerykańskiej, to jeszcze na koniach jeździli prawdziwi kowboje. A przecież byliśmy we Włoszech, niedaleko Grosseto. I nie był to park rozrywki, ale wjazd do Parku Narodowego Uccelina. Enolog Fabrizio Testa, jeden z ówczesny inicjatorów powstania projektu piwno-restauracyjno-winiarskiego Frank & Serafico wyjaśnił nam, że tutaj w ten sposób od dawna hoduje się rogate bydło.
Niektórzy mawiają, że kolejne dania podczas kolacji, to tylko etapy oczekiwana na deser. Mam wrażenie, że z wiekiem ten pogląd ewaluuje i desery dla części osób tracą na znaczeniu. Kalorie, cukier, etc. Nie ma wątpliwości. Dobre zwieńczenie kolacji jest przysłowiową wisienką na torcie. Można jednak mieć ciastko i zjeść ciastko. Istnieją takie wina, które swoją budową, złożonością i słodkim smakiem z powodzeniem zastępują deser.
Rioja słynie z czerwonych win. Trudno się temu dziwić. Rozległe obszary na południe od gór Sierra de Cantabria są idealnym siedliskiem odmian Tempranillo i Garnacha. Niebagatelne znaczenie dla popularyzacji czerwonych szczepów, miał także wpływ winiarzy z pobliskiego Bordeaux. To właśnie francuscy producenci wina przywieźli tutaj ze sobą dębowe beczki (gdy w XIX wieku mszyca filoksera wyniszczyła ich winnice), które stosowali do kształtowania smaku i struktury czerwonego wina.
Zanim założyła własną winnicę pracowała przy produkcji wina w Prioracie. Zdobywała doświadczenie również w Bordeaux, Toskanii, Kaliforni i Nowej Zelandii. Zawsze jednak wiedziała, że powróci do rodzinnej Riojy i wystartuje ze swoim własnym projektem winiarskim.
Rodzina de Melo od setek lat była związana z portugalskim regionem DAO. Żyli lokalnie, produkując wino na potrzeby własne, rodziny i licznych znajomych. Poletka na, których sadzili winogrona przechodziły z rąk do rąk, by czasami powrócić do nich po latach. Rolniczy sposób funkcjonowania sprawiał, że nowoczesność nie zawitała do winnic rodziny de Melo. Metody uprawy i produkcji wina nie ulegały zmianom.
Mogłoby się wydawać, że wina z aromatycznych odmian nadają się przede wszystkim do podawania w towarzystwie dań azjatyckich. Mocno przyprawionych, obfitujących w egzotyczne warzywa, owoce i zioła. A gdy zawierają cukier resztkowy myśli w naturalny sposób biegną dodatkowo w kierunku deserów. Nie ma w tym nic dziwnego, tego rodzaju dopasowanie wina i jedzenia jest bardzo oczywiste i sprawdza się niemal zawsze. Muszę przyznać, że mam jednak inne połączenie kulinarne, które wysuwa się w naszej kuchni na pierwszy plan.
Pierre Fabre pochodzi z rodziny, która od 5 pokoleń zajmuje się w Langwedocji winem. Z początku jednak Pierre wybrał inną drogę. Poświęcił się karierze inżynierskiej i pracował w krajach Beneluxu. W 2004 roku zapragnął odnaleźć swoje korzenie jako winiarz. Powrócił do Langwedocji i kupił starą posiadłość położoną w połowie drogi pomiędzy Carcassonne, a Limoux.
Pomarańczowe. Takie były prawdopodobnie pierwsze wina, jakie ludzie wytworzyli z białych winogron. Zmiażdżone owoce zaczęły fermentować i po jakimś czasie powstało wino. Być może zastanawiali się dlaczego z jasnych gron otrzymują wino w kolorze bursztynu? I pewnie doszli do wniosku, że to skórki winogron nadają winu kolor oraz pewną cierpkość w ustach. Dlatego później zaczęto pozbywać się skórek i poddawano fermentacji sam wyciśnięty sok, który finalnie dał białe wina.
Nie lubię spóźniać się, ale wówczas nie udało nam się dotrzeć na czas. To było kilkanaście lat temu. Byliśmy umówieni na spotkanie w Pago de La Jaraba. Jak to często bywa z winnicami położonymi daleko od miejscowości, niezbędne są wskazówki dojazdu. Tym razem brzmiały one tak: “jadąc drogą N-310 z Albacete do Villarrobledo, na 142,7 kilometrze zobaczycie las, skręćcie za nim w prawo.” Licznik w samochodzie pokazał rzeczoną odległość na drodze, ale żadnego lasu czy drogowskazu nie było. W oddali majaczyły wprawdzie jakieś zarośla, ale uznaliśmy, że to nie może być przecież las, więc pojechaliśmy dalej i zamiast do winnicy dojechaliśmy do …. miasta Villarrobledo. Musieliśmy zawrócić.
Oczywiście, że pierwszym skojarzeniem z winami niemieckimi jest kolor biały.
I w gruncie rzeczy niech tak pozostanie, ale nie oznacza to braku win o czerwonej barwie u naszego zachodniego sąsiada.
Lotaryngia może nam kojarzyć się z kilkoma wydarzeniami osadzonymi na kartach historii. Jednak bardzo niewiele osób pomyśli o niej jak o winiarskim regionie. Co jeszcze bardziej może wydać się zaskakujące, przez Lotaryngię przepływa słynąca z win rzeka. Słynąca w kontekście winiarstwa niemieckiego, a nie francuskiego. Czasami jeszcze ktoś przypomni sobie, że zaraz za granicą z Niemcami, w Luksemburgu leży ciekawy obszar obsadzony winoroślą, no ale o winnicach nad Mozelą we Francji słyszało już niewielu.
Jest chyba tylko kilka zwrotów w świecie wina, które na pozór brzmią zwyczajnie, ale w gruncie rzeczy zawierają w sobie sporo informacji dla osób wiedzących co się za nimi kryje. Bo przecież cóż dziwnego jest w określeniu “prawy brzeg” czy “lewy brzeg”? Gdy słyszymy w rozmowie takie stwierdzenie, może wydawać się, że ktoś chce powiedzieć, gdzie coś się znajduje. Tymczasem jest to tylko fragment większej całości.
Kiedyś ktoś mnie zapytał, dlaczego wina z Langwedocji są czasami wyraźnie inne od tych z Doliny Rodanu?
Przecież często powstają z podobnego kupażu, oba regiony leżą na południu Francji, a ich tradycje winiarskie są równie bogate.
Przyczyn można by znaleźć wiele, ale jedna wydaje się szczególnie interesująca.
To jest naprawdę zadziwiająca historia. Ostatnio będąc w Alzacji natknęliśmy się na stare butelki win z nazwą Tokay. Na pozór można by przypuszczać, że wino pochodzi z Węgier (przecież pierwsze skojarzenie z winami węgierskimi brzmi Tokay). Tymczasem na etykietach wyraźnie widniał napis Tokay d’Alsace. Madziarskie wina butelkowane we Francji?